Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6. †. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6. †. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 kwietnia 2014

6. All of me.

Jak mi mówią "musisz", ja im mówie "niekoniecznie".
Harry za to śni w najlepsze. Dziękuje Bogu, gdy wreszcie się budzi. Przeciąga się i przeciera twarz.
- Mogę wstać?
- Długo nie śpisz?
- Parę godzin.
- Dopiero teraz chcesz wstać?
- Budzić mi się ciebie nie chciało.
- Skoro mówię że możesz to robić to znaczy ze możesz. Kołdra ma zostać, znajdziesz coś innego to masz szczęście.
- No mam - odpowiada i bierze prześcieradło. Znika w garderobie.
Styles schodzi na dół i robi śniadanie. Oboje jedzą bez słów.
Jak to co dziewczyna je można nazwać śniadaniem. Dzwoni Liam mówiąć, że akcja idzie dobrze.
Co z resztą godzinę później widać po ich kontach.
Duuużo zer. Czas do świętowania. Odkłada telefon i wraca do salonu. Do godziny 15, Demi zdążyła posprzątać dom, zrobić jemu obiad i znaleźć książki które będzie czytać.
- zejdz na dół. - słyszy gdy jest w bibliotece.
Robi to powoli i bardzo niechętnie.
- Siadaj - pokazuje na kanapę.
- Hał - zajmuje miejsce.
- Trzeba ci coś kupić?
- Lakier, farbę, tusz, fluid, mleczko, tonik... - wymienia.
- Ty…poważnie?
- Nie, na niby.
- Trzymaj język krótko. Ubieraj się.
- Kup sobie psa – odpowiada złośliwie i idzie na górę.
Sukienkę zmienia na szare spodnie dresowe i duży, biały t-shirt. Zakłada trampki i schodzi.
- Czemu tak?- krzywi się. - Wolę jak jesteś bardziej kobieca.
Zakłada full capa, którego zostawił Zayn ( jego nawet lubi.) Wychodzą z domu.
Jadą do galerii. Harry wychodzi z auta i kiedy dziewczyna też to robi bierze ją za rękę i trzyma zdecydowanie. Zamyka auto i wchodzą do budynku.
Wlecze się zanim jak na skazanie.
- Zachowuj się normalnie. - przyciąga ją bliżej.
- To jest normalnie.
- Nie i dobrze o tym wiesz.
- To ty wiesz najlepiej jak się zachowuje.
- Który sklep?
- Ten - wskazuje na douglas.
- Zapraszam - wprowadza ją do środka.
Dziewczyna bierze to co jej potrzebne i co jest najtańsze.
- Ja bym mnie naciągał na twoim miejscu.
- Ale ja nie jestem tobą.
- Kupuj co chcesz i chodź.
Wychodzą po dziesięciu minutach.
- Coś jeszcze?
Kręci głową.
- Na pewno?
Kiwa głową.
- Pizza? Sałatka? Frytki? Mięso?
Krzywi się i kręci głową. Idą do sklepu spożywczego, bo go tam ciągnie. Kupuje deski chlebowe.
- Zacznij jeść normalnie. - odkłada to.
- Jem - bierze to.
- Wcale nie. To może być jedynie kolacją, albo tak o. Bierz coś innego.
No to bierze bułki i je kupuje.
- Jedz. - podaje jej talerz.
- Jem - pokazuje na swój stojący na podłodze obok.
Przekłada kartkę biorąc do ust kolejny kawałek pieczywa.
- To. Nie. Jest. Obiad.
- Jezus, żył o chlebie i wodzie. Chleb czy ziemniak, tak samo zapełni brzuch.
- Będę zamykał ci bibliotekę.
- Ograniczysz mnie aż do swojego stopnia rozwinięcia inteligencji?
- Będziesz jeść?
- Jem - kończy swój obiad.
- Wiesz o czym mówię
Idzie do kuchni i przynosi sobie bułkę,
- Widzisz, jem - wraca do książki.
Zabiera jej ją i patrzy wyczekująco.
- Zdecyduj się.
- Na obiad jesz co ja mówię, resztę jak chcesz.
- Uuu pan Styles ma nowe zasady. Czekaj zacznę spisywać.
Pociąga ją za ramię do góry i pcha ma ścianę.
Przechodzi mu pod ramieniem i zamyka drzwi schodząc do kuchni. Wyjmuje z szafek proszki przeciwbólowe. Łyka jedna za drugą. Styles strzela w zawiasy i zbiega na dół. Jest wściekły gdy widzi puste pudełko. Patrzy na Demi zdenerwowany. Dziewczyna osuwa się na podłogę i powoli zamyka oczy. Ten bierze ją na ręce i jedzie do szpitala. Wbiega na pogotowie i pokazuje pudełko po lekach.
Lekarze zdążają zrobić płukanie żołądka.
Wchodzi na sale gdzie ta dalej leży nieprzytomna. Jest blada. Mężczyzna ciągnie się za włosy. Chwila niedopilnowania i by się zabiła. Mogła wyjść w nocy z łóżka i wziąć te tabletki. Wypuszcza głośno powietrze. Palcami przejeżdża po jej wargach.
Demi spokojnie śpi narkozie. Klatka niewidocznie się.unosi
- Jesteś cholernie głupia.
- Wzajemnie.
Słyszy cicho .
- Zamknij się. Ani słowa.- mówi spokojnie.
Brunetka nie otwiera oczu. Nadal śpi, więc to mu się wydawało. Zrezygnowany opiera głowę o łóżko. Siedzi w takiej pozycji długi czas. Słyszy denerwujący, tykający zegarek. W końcu wkurwiony wyciąga z niego baterię. Demi budzi się w środku nocy. Harry gdy otwiera oczy nie widzi dziewczyny. Dopiero po kilku minutach brunetka wchodzi do sali.
- Gdzie byłaś?
Wchodzi na łóżko i przykrywa się.
 - Głowa mnie bolała. Dali mi tabletki.
- Wiesz jak ci powinienem skórę przetrzepać?
- Wystarczyło zostawić.
- Śpij.
Bierze szklankę wody i połyka tabletke zamykając oczy. Harry już nie zasypia. Za to Demi tak. Wychodzi dopiero dwa dni później. Gang jest u Harry'ego. Ten jest dopiero w drodze. Chłopaki mają mu za złe że ciągle zajmuje się tą gówniarą  ani pracą. Jedynie Liam się nie odzywa. Po prostu siedzi cicho.
- A ty co  milczysz?
- Tak lubię. - do domu wchodzi Styles z dziewczyną.
Demi jak zaprogramowana idzie na górę.
- Nie masz tabletek w domu?- pyta mężczyzna zły.
- O co chodzi? - nie wiedzą co się stało.
- Trzeba zmienić miejsce. - ignoruje pytanie. - Pojutrze jedziemy do Miami. Tam jest już miejsce i chaty.
- Co ci tu przeszkadza?
- Nic. To tam mnie ciągnie.
- A mnie ciągnie do Rzymu a Louisa do Oslo i co.
- Luke, Zac, Ethan, Troy.. Nie kusi was rozpierdolenie ich?
- Dobra. Masz rację.
- Tam jest Perrie - kończy patrząc na Zayna.
Chłopaki zaczynają się zbierać. Liam zostawia Amande i wychodzą m.
- Idź do niej - mówi do blondynki.
Amanda znika na górze. Demi przytula ją rozpłakując się.
- Cicho..- mówi ta też prawie płacząc.
- Ja nie chcę...
- Mówili o Miami.
- Wyjazd?
Kiwa twierdząco głową. Demi siada na fotelu chowając twarz w dłoniach. Po chwili pisze na kartce "Szansa.na lotnisku". Pokazuje przyjaciółce i pali kartkę w kominku .
- Nikła..
- Zawsze jakaś jest.
- Tak..
- Chociaż chyba nie ma sensu..
- Ja.. on mnie nie zgwałcił. Kazał krzyczeć bo wiedział że słuchasz.
Patrzy na nią zaskoczona. Wzrusza ramionami i zagryza wargę.
- To dobrze. Dobrze, że ci nic się nie stało.
- Przykro mi z twojego powodu..
- Dlaczego?
- Masz chyba gorzej.
- Tak. Masz chyba rację.
- Amanda na dół. - do pokoju wchodzi Harry.
- Pa ...- żegnają się mocnym uściskiem.
Demi widzi przez okno jak dziewczyna idzie z Liamem. Patrzy, gdy odjeżdżają.
Wraca ma fotel.
- Pakuj się. Masz 15 minut.
Szoruję skarpetkami po podłodze.i idzie do sypialni. W pięć minut ma.w torbie dwie koszulki, które nosiła, dresowe spodnie i bieliznę.
- Dom czy mieszkanie?
Wzrusza ramionami. Jakby jeszcze ją to obchodziło. Może być i wycieraczka. Trzyma sportową torbę za jedną rączkę i ciągnie ją po schodach.
- Więc mieszkanie, sąsiedzi będą pilnować żeby ci znowu coś nie odwaliło. - bierze z jej dłoni torbę.
Daje mu po ręce i ściąga bagaż po stopniach.
- Wolisz centrum Londynu czy obrzeża?
Patrzy na niego jak na kretyna.
- A co mnie to obchodzi?
- Gdzie wolisz to pieprzone mieszkanie.
- Na Marsie - warczy i idzie do kuchni.
- Pozwalam ci zostać więc nie strój humorów.
- Dzięki panie. Takiej łaski nigdy nie dostałam.
- Chciałem ci pomóc! W popieprzony, chory sposób, ale chciałem pomóc! Teraz zostawiam w spokoju. Kupuje mieszkanie, kase dam, a zakład wykupiłem..- kończy spokojniej.
- Nie chciałeś mi pomóc! Na pewno nie, bo porwanie nie jest pomocą! Jak taki z ciebie dobry człowiek to nie wiem mogłeś iść ze mną do.psychologa!  Nudziło ci się najwidoczniej. Nic od ciebie nie chcę. Wybuduj dom dziecka. Może się na coś przydadzą .
- Po prostu kurwa nie waż się nic sobie zrobić. - mówi przez zęby. Wprowadza ją do auta i wkłada jej torbę.
- Zostaw mnie - szarpie się. Otwiera drzwi i wysiada. Zapłakana wybiega na ulicę. Auto jadące z naprzeciwka zatrzymuje się kilka centymetrów przed. Szybko przechodzi na drugą stronę. Są kałuże, więc jak niespiesznie idzie wzdłuż drogi to chlapie wodą.