wtorek, 29 kwietnia 2014

8.Czarne chmury.

Z facetami jak z drzwiami – jak nie pierdolniesz, to się nie zamkną!
- Chcesz coś?- rano przychodzi do pokoju Harry.
Ta siada na łóżku zdziwiona.
- Nie?
- Co tu robisz?
- Dalej nie umiesz po prostu odpowiedzieć?
- Chyba. Mogę wstać?
- Nie wkurwiaj mnie Demi, proszę.
- 10 centów. To mogę wstać?
- Jesteś u siebie. - rzuca koło niej monetę i wychodzi do salonu.
Demi idzie do łazienki. Wchodzi pod prysznic. Bardzo, bardzo długi prysznic bo mijają dwie godziny.
Mężczyzna robi jej śniadanie i czeka w kuchni. Demi siedzi przy stole i pije herbatę.
- Możesz przestać wymyślać głupoty?- słyszy.
- To było jednorazowo. Znalazłam to u ciebie w domu - wzrusza ramionami i je suchy chleb.
- Jesteś jak dziecko. Wszystko trzeba przed tobą chować.
- Czemu nie jesteś w Miami? - patrzy na niego.
- Nie jedziemy.
- Szybko zmieniasz decyzję - śmieje się.
Wstaje z krzesła i sprząta po śniadaniu. W jednej chwili chlapie chłopaka wodą.
Ten stara się to zignorować.
Ponawia to. Znów go moczy powstrzymując śmiech.
- Taki spięty...
Zaciska palce na butelce wody, wstaje i wylewa całą zawartość na nią.
- Widzę że czujesz się lepiej.
- Znacznie - wystawia mu język i odgarnia kosmyki włosów.
- Cudownie - wraca na krzesło.
- Gbur - mówi do siebie i zdejmuje bluzkę. Klęka na kafelkach zmywając podłogę. Akurat tyłem do Harry'ego.
- Nie przesadzaj Demi. Uważaj na słowa.
- Właściwie to co tu jeszcze robisz? Przebywasz z najbardziej irytującą osobą, której nie cierpisz. Nie widzę sensu - nie odrywa się od swojego zadania.
- Odbijało ci.
- Nadal będzie odbijać. - Otwiera okno i wychyla się.
- Ubierz się i uspokój - pociąga ją za spodnie.
Demi idzie się przebrać i wychodzi z mieszkania.
- Czekaj, czekaj.- łapie ją na klatce. - Gdzie idziesz?
- Nie wiem.
- Nie pójdziesz sama - wpycha ją do domu. - Dzwoń po Amandę.
- Pójdę sama. Sam powiedziałeś, że mogę robić co chce bo ciebie to nie obchodzi, bo dajesz mi spokój - mówi wolno jak do dziecka.
- Ale ty jesteś głupia. Dzwoń, albo zostajesz.
- Nie mam telefonu - przypomina mu i znów idzie do drzwi. Zamyka mu je przed nosem i schodzi na dół. Idzie bardzo powoli. Nie zna tej okolicy. Czy jest bezpieczna?
Po piętnastu minutach obok niej idzie Niall.
- Kolejny... - mruczy pod nosem.
- Spoko, ja jestem fajny.
- Wszyscy jesteście. Nie oto chodzi. Wczoraj mówił co innego, a dzisiaj mam ochronę.
- Bo nie chce żebyś sobie coś zrobiła.
- To nie jest jego sprawa. Wczoraj odpuścił. Nie powinno go to intereso... - zamiera widząc Ethana. Odwraca się i szybkim krokiem idzie w drugą stronę. PRzez łzy ledwo coś widzi.
- Ej.. Myślałem że idziemy na spacer.
- On tam jest, on tam jest...
- Kto?- dogania ją.
- On... - biegnie szybciej.
- No stój, wolniej. Mam dzwonić po Hazze czy mi powiesz?
- Uciekaj!
Horan łapie ja za nadgarstek i stają.
- Nic ci nie zrobi.
- Tego nie wiesz! Chcę do Harry'ego!
- Co?- dziwi się.
Widzi Ethana i znów chce biec.
- Chcę do Harry'ego!
- Dobra mała juz. - trzyma ją mocno. - Masz iść spokojnie, powoli. Jak gdyby nigdy nic. Jasne?
- Ale ja się boję...
- Po prostu mnie posłuchaj. - puszcza ją powoli.
Idzie za nim i ciągle się odwraca. Na następnym skrzyżowaniu blondyn wsadza ją  w auto. Dziewczyna siedzi zdenerwowana i zapłakana. Nie pozwala się dotknąć, gdy wysiadają. Pamięta jak ją bił...jak wyzywał i jak gwałcił.
- Już, jesteśmy - otwiera jej drzwi od mieszkania.
- A tam jest Harry? - pyta cicho, tak że tylko Niall słyszy.
- Jest.
- Harry?
- Hmm? – słyszy z sypialni.
Biegnie do niego. Przewraca go na łózko i przytula się. Cała drży.
- Co jest? Oddychaj słońce..- siada powoli z nią na kolanach.
Zamyka mocno oczy trzymając w piąstkach koszulę mężczyzny. Wchodzi Niall nieco zdziwiony.
- Zobaczyła Ethana i się wystraszyła.
- Mówił coś do niej? Zrobił coś?
Blondyn kręci głową, a Demi na sam dźwięk imienia Ethan spina się.
- Mówiła, że się boi i uciekała.
- Zadzwoń do Liama żeby przywiózł blondynę. No już kochanie, pięć minut i będzie Amanda - poprawia ją w swoich ramionach.
Niall za poleceniem wychodzi. Wyjmuje telefon i dzwoni do przyjaciela prosząc aby przywiózł Amandę.
Gdy ta przyjeżdża Harry zostawia je same i wychodzi do chłopaków.
- Dopilnujcie żeby nigdy więcej nie miała szansy go spotkać.
- Ethan, jest twoim wrogiem. Ale jeśli chcesz, to zajmiemy się tym.
- Gadał któryś z Zaynem lub Lou? Wiecie czy mają już Perrie?
- Tak. Odbili ją.
- Niech wrócą dopiero jutro.
- Czemu tak?
- wmówi się że wszyscy tam byliśmy podczas gdy ktoś zabił tego kretyna. Liam zostań z dziewczynami i załatw to, a ty bodyguard idziesz ze mną.
- Jak zacznie mi płakać, że chce do ciebie to przylatujesz w podskokach - ostrzega go Payne.
- Możesz być spokojny. - mówi zły i wychodzą.
Amanda przytula Demi, która próbuje wyrzucić przykre obrazy z głowy.
- Jest dobrze, nic się nie stało..
- Nie porwie mnie już?
- Nikt. Koniec przykrości.
- Gdzie Harry? - patrzy na Liama.
- Wyszedł z Niallem.
Dziewczyna wstaje z łóżka i idzie do kuchni. Robi parze kolację. Potem siadają i Amanda zmusza ją do jedzenia.
- Będę gruba…
- Ja też i będziemy razem biegać.
Louis trzyma się ręką o poręcz tira czasem zaglądając do kabiny kierowcy. Thomas, który im pomaga kieruje ciężarówkę przez tunele dopiero się budujące. Lou wyciąga telefon, dalej mocno się trzymając i dzwoni do Stylesa.
- Co?- słyszy znajomy, zdenerwowany głos.
- Poprawić ci humor? Uważaj, gliny za nami - mówi do Toma.
- Louis szybko.
- Mam cały tir z naczepą, pełną rezerw federalnych.
- Mieliście siedzieć na dupie. - mówi choć ta wiadomość rzeczywiście powoduje uśmiech na jego twarzy.
- Człowieku, ja i siedzenie na dupie to jak Demi która pójdzie z tobą na łóżka. Nierealne.
- Louis morda. Muszę kończyć, dokończ to wtedy pogratuluję
- Dobraa. - rozłącza się. - Zjeżdżamy tam, przepakowujemy na statek i bingo kolego.  - uśmiecha się zadowolony.
- Styles zaskoczony?
- Chyba kogoś zabija.
- Norma.
Louis się śmieje tylko.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Informacja

Hej Wam! Przypominam o jednej sprawie. Jeśli chcecie szablon to zapraszam do nas na Graficiarnie. 
Ja nie wykonuję zamówień, ale druga autorka tak. Za to może znajdzie coś dla siebie. Są to szablony 1D.

niedziela, 27 kwietnia 2014

7. Zamach.

WAŻNE PYTANIE
KTO BYŁ NA YOUNG STARS FESTIVAL?!


- Idiotka, debilka, frajerka...
- Skończyłeś już wymieniać swoje byłe?

Czuje szarpnięcie i widzi Stylesa.
- Zostawiam. Biorę do nowego domu i zostawiam w upragnionym spokoju-. Przerzuca ją przez ramię i wraca do auta.
- Nie! Zrozum człowieku że nie chcę. NIE CHCĘ SŁYSZYSZ? - płacze bijąc jego plecy. - Proszę... zostaw tu.
- Dlaczego? Masz czego chciałaś. - wsadza ją do środka i sam zajmuje swoje miejsce blokując drzwi.
- No właśnie nie. Chcę wyjść. Tego chcę. Nie chcę pieniędzy, domu ani salonu. - gdy rusza dziewczyna wpatruje się w kierownicę. Kładzie na nią rękę i gwałtownie skręca.
Temu w ostatniej chwili udaję się naprostować.
- Demi nie zginiesz kurwa! - nie patrzy na nią. Pod wieżowcem znowu bierze ją na ręce. Z nią i torbą jedzie na odpowiednie piętro. W mieszkaniu jest już Amanda.
- Pusc, nie Dotykaj - nagle wspomnienia wracają. Brunetka na ślepo odszukuje łazienki. Jest w.jakimś amoku. ubrana wchodzi pod prysznic.
- Co jej zrobiłeś?!- krzyczy Amanda.
- No nic!
Patrzą na siebie długo.
- Będziesz jej pilnować?- pyta brunet.
- Tak! Idź stąd. - mówi zła i biegnie do łazienki.
- Liam. - upomina przyjaciela który dalej stoi.
- Nie stary. Nie idę.
- Koniec, odpuszczamy.
- Może ty tak.
- O czym ty gadasz?
- Jest dla.mnie.ważna. Nie zrozumiesz. Jesteś za bardzo ograniczony.
- Co ty pieprzysz?! Nienawidzi cię.
- Trochę się zmieniło...Nie.niena widzi. Twoja też nigdy ci nie powiedziała nienawidzę cię? Boją się.
- Miami Liam.
- Ty Miami, ja London - znika w łazience. Pomaga Mandy z Demi.
Styles czeka w salonie. Chciał ją zostawić więc dlaczego nagle wszystko mu w tym przeszkadza. Nagle nic nie jest proste. Jakb .ktoś sobie z nim igrał. Liam zanosi dziewczynę do łóżka. Demi,.która ma gorączkę zasypia .
- Chcesz wszystko spieprzyć bo ci się romansu zechciało?
Dociska go do ściany.
 – Ty prawie wszystko spieprzyles uganiając się za nią. Moja kolej.
- Zostawić nas? Zapomnieć?
- Albo zostaję tu albo będę musiał wziąć Amandę ze sobą. Plus bonus.
- Ona musi pilnować jej.
- No właśnie o tym mówię.
- Demi nie chce jechać.
- Styles ona nic nie chce. Najlepiej by skoczyła z okna. Ale.to tak jest po tych tabletkach.- podaje mu pudełko silnych środków.
- Tak ma po mnie, a to Amanda jej zabierze.
- Ja tam nie wiem. Narkotyki zmieniają ludzi. Jadę po rzeczy Amandy .
- Weź ją ze sobą.
- Gdzie?
- Po te rzeczy.
Patrzy na niego, ale nic nie mówi. Idzie po dziewczynę. Wychodzą. Harry odwołuje wyjazd.
Dzwoni z tego powodu do chłopaków. Żaden nie rozumie o co mu chodzi.
 - Powód jakiś masz? - pyta Louis. - Zachowujesz się jak baba w ciąży
- Rządzimy kiedy jesteśmy wszyscy. Nie zostawię tu tego kretyna. - mówi siedząc w salonie.
- A czemu on chce zostać?
- Sam się wam pochwali.
Demi otwiera oczy. Jest pół przytomna, a gorączka sięga 40 stopni. Wygrzebuje się z kocy i wstaje. Ktoś coś do niej mówi. Mama? Tata? Nie...to chyba nie oni. Wydaje jej się. Świat wiruje.
- Wszystko dobrze?
Mruży oczy. Opiera się o ścianę dwoma rękoma. Głos skądś dochodzi.
- Demi?- Harry lekko się niepokoi. Nie podoba mu się to wszystko. Daje jej szklankę wody i pomaga wypić.
Dziewczyna z powrotem siada na łóżku. Z pozoru wygląda jak naćpana, ale to tylko temperatura i przez nią omamy. Drżąc z zimna kładzie się.
- Przy-przytul...- mruczy niewyraźnie
- Amandy nie ma.
- Wiem.., bo widzę ciebie..
- Chcesz kolejny koc?
- Nie. Chcę cię zarazić. - nabiera siły na tą wypowiedź. - Po prostu kurczę, przytul- zamyka oczy obejmując się ramionami.
Kładzie się delikatnie i patrzy na nią.
Wkłada jedną rękę na pod poduszkę na której leży dziewczyna, a drugą poprawia jej koce. Demi oddycha przez usta. Gorączka trzęsie jej ciałem. Powoli Zasypia. Harry nie wie co mógłby zrobić. Delikatnie wstaje, bierze mały ręcznik i moczy go w lodowatej wodzie. Wraca do sypialni i kładzie okład na czole dziewczyny.
Skąd ta gorączka? Nie była chora, dopiero wyszła ze szpitala. Mężczyzna siada na fotelu i patrzy na nią.
Wraca Amanda z Liamem.
- Co jej jest?- pyta dziewczyny.
- Nie wiem. Chyba jest chora.
- Niby...ugh. Nie jedziemy do Miami.
- Co?
- Nie chcesz spokoju?- patrzy na blondynkę.
- W drodze po rzeczy ustaliliśmy nowe zasady.
- Nowe zasady..- uśmiecha się ironicznie
- Jesteś głupi.
- Cofniesz to albo nawet Romeo cię nie obroni.
- Jesteś głupim idiotą.
Harry wstaje i odpycha chłopaka od niej. Strzela jej pod nogi i milimetry obok głowy.
Jest przerażona. Zawsze będzie się go bać.
- Kretyn - biegnie do sypialni Demi.
- Nowe zasady? Czyli bez zasad?!
- Wcale nie. Nie moja wina, że nie słucha.
- Więc przywołaj ją do porządku.
- Dobra - poddaje się.
- Liam - ostrzega go - inaczej ja to zrobię.
- Taki ładne mieszkanie, a ty już je zniszczyłeś.
Mrozi go wzrokiem i dzwoni po lekarza.
Ten przyjeżdża po godzinie.
- I co jej jest?- pyta Styles.
- Przeziębienie - odpowiada zapisując lek na recepcie.
- Tylko?- dziwi się
- Tajemnica lekarska.
- No chyba może mi pan powiedzieć
Wzdycha cicho i prowadzi go do kuchni.
- Dreszcze wywołane heroiną w organizmie. To raczej nie duża dawka.
- Czyli jak to zniknie to będzie dobrze?
- Tak.
Chłopak płaci mu i lekarz wychodzi.
Demi podziwia sufit dobrą całą noc.

czwartek, 24 kwietnia 2014

BABY!

http://try-hard-fanfiction.blogspot.com/

6. All of me.

Jak mi mówią "musisz", ja im mówie "niekoniecznie".
Harry za to śni w najlepsze. Dziękuje Bogu, gdy wreszcie się budzi. Przeciąga się i przeciera twarz.
- Mogę wstać?
- Długo nie śpisz?
- Parę godzin.
- Dopiero teraz chcesz wstać?
- Budzić mi się ciebie nie chciało.
- Skoro mówię że możesz to robić to znaczy ze możesz. Kołdra ma zostać, znajdziesz coś innego to masz szczęście.
- No mam - odpowiada i bierze prześcieradło. Znika w garderobie.
Styles schodzi na dół i robi śniadanie. Oboje jedzą bez słów.
Jak to co dziewczyna je można nazwać śniadaniem. Dzwoni Liam mówiąć, że akcja idzie dobrze.
Co z resztą godzinę później widać po ich kontach.
Duuużo zer. Czas do świętowania. Odkłada telefon i wraca do salonu. Do godziny 15, Demi zdążyła posprzątać dom, zrobić jemu obiad i znaleźć książki które będzie czytać.
- zejdz na dół. - słyszy gdy jest w bibliotece.
Robi to powoli i bardzo niechętnie.
- Siadaj - pokazuje na kanapę.
- Hał - zajmuje miejsce.
- Trzeba ci coś kupić?
- Lakier, farbę, tusz, fluid, mleczko, tonik... - wymienia.
- Ty…poważnie?
- Nie, na niby.
- Trzymaj język krótko. Ubieraj się.
- Kup sobie psa – odpowiada złośliwie i idzie na górę.
Sukienkę zmienia na szare spodnie dresowe i duży, biały t-shirt. Zakłada trampki i schodzi.
- Czemu tak?- krzywi się. - Wolę jak jesteś bardziej kobieca.
Zakłada full capa, którego zostawił Zayn ( jego nawet lubi.) Wychodzą z domu.
Jadą do galerii. Harry wychodzi z auta i kiedy dziewczyna też to robi bierze ją za rękę i trzyma zdecydowanie. Zamyka auto i wchodzą do budynku.
Wlecze się zanim jak na skazanie.
- Zachowuj się normalnie. - przyciąga ją bliżej.
- To jest normalnie.
- Nie i dobrze o tym wiesz.
- To ty wiesz najlepiej jak się zachowuje.
- Który sklep?
- Ten - wskazuje na douglas.
- Zapraszam - wprowadza ją do środka.
Dziewczyna bierze to co jej potrzebne i co jest najtańsze.
- Ja bym mnie naciągał na twoim miejscu.
- Ale ja nie jestem tobą.
- Kupuj co chcesz i chodź.
Wychodzą po dziesięciu minutach.
- Coś jeszcze?
Kręci głową.
- Na pewno?
Kiwa głową.
- Pizza? Sałatka? Frytki? Mięso?
Krzywi się i kręci głową. Idą do sklepu spożywczego, bo go tam ciągnie. Kupuje deski chlebowe.
- Zacznij jeść normalnie. - odkłada to.
- Jem - bierze to.
- Wcale nie. To może być jedynie kolacją, albo tak o. Bierz coś innego.
No to bierze bułki i je kupuje.
- Jedz. - podaje jej talerz.
- Jem - pokazuje na swój stojący na podłodze obok.
Przekłada kartkę biorąc do ust kolejny kawałek pieczywa.
- To. Nie. Jest. Obiad.
- Jezus, żył o chlebie i wodzie. Chleb czy ziemniak, tak samo zapełni brzuch.
- Będę zamykał ci bibliotekę.
- Ograniczysz mnie aż do swojego stopnia rozwinięcia inteligencji?
- Będziesz jeść?
- Jem - kończy swój obiad.
- Wiesz o czym mówię
Idzie do kuchni i przynosi sobie bułkę,
- Widzisz, jem - wraca do książki.
Zabiera jej ją i patrzy wyczekująco.
- Zdecyduj się.
- Na obiad jesz co ja mówię, resztę jak chcesz.
- Uuu pan Styles ma nowe zasady. Czekaj zacznę spisywać.
Pociąga ją za ramię do góry i pcha ma ścianę.
Przechodzi mu pod ramieniem i zamyka drzwi schodząc do kuchni. Wyjmuje z szafek proszki przeciwbólowe. Łyka jedna za drugą. Styles strzela w zawiasy i zbiega na dół. Jest wściekły gdy widzi puste pudełko. Patrzy na Demi zdenerwowany. Dziewczyna osuwa się na podłogę i powoli zamyka oczy. Ten bierze ją na ręce i jedzie do szpitala. Wbiega na pogotowie i pokazuje pudełko po lekach.
Lekarze zdążają zrobić płukanie żołądka.
Wchodzi na sale gdzie ta dalej leży nieprzytomna. Jest blada. Mężczyzna ciągnie się za włosy. Chwila niedopilnowania i by się zabiła. Mogła wyjść w nocy z łóżka i wziąć te tabletki. Wypuszcza głośno powietrze. Palcami przejeżdża po jej wargach.
Demi spokojnie śpi narkozie. Klatka niewidocznie się.unosi
- Jesteś cholernie głupia.
- Wzajemnie.
Słyszy cicho .
- Zamknij się. Ani słowa.- mówi spokojnie.
Brunetka nie otwiera oczu. Nadal śpi, więc to mu się wydawało. Zrezygnowany opiera głowę o łóżko. Siedzi w takiej pozycji długi czas. Słyszy denerwujący, tykający zegarek. W końcu wkurwiony wyciąga z niego baterię. Demi budzi się w środku nocy. Harry gdy otwiera oczy nie widzi dziewczyny. Dopiero po kilku minutach brunetka wchodzi do sali.
- Gdzie byłaś?
Wchodzi na łóżko i przykrywa się.
 - Głowa mnie bolała. Dali mi tabletki.
- Wiesz jak ci powinienem skórę przetrzepać?
- Wystarczyło zostawić.
- Śpij.
Bierze szklankę wody i połyka tabletke zamykając oczy. Harry już nie zasypia. Za to Demi tak. Wychodzi dopiero dwa dni później. Gang jest u Harry'ego. Ten jest dopiero w drodze. Chłopaki mają mu za złe że ciągle zajmuje się tą gówniarą  ani pracą. Jedynie Liam się nie odzywa. Po prostu siedzi cicho.
- A ty co  milczysz?
- Tak lubię. - do domu wchodzi Styles z dziewczyną.
Demi jak zaprogramowana idzie na górę.
- Nie masz tabletek w domu?- pyta mężczyzna zły.
- O co chodzi? - nie wiedzą co się stało.
- Trzeba zmienić miejsce. - ignoruje pytanie. - Pojutrze jedziemy do Miami. Tam jest już miejsce i chaty.
- Co ci tu przeszkadza?
- Nic. To tam mnie ciągnie.
- A mnie ciągnie do Rzymu a Louisa do Oslo i co.
- Luke, Zac, Ethan, Troy.. Nie kusi was rozpierdolenie ich?
- Dobra. Masz rację.
- Tam jest Perrie - kończy patrząc na Zayna.
Chłopaki zaczynają się zbierać. Liam zostawia Amande i wychodzą m.
- Idź do niej - mówi do blondynki.
Amanda znika na górze. Demi przytula ją rozpłakując się.
- Cicho..- mówi ta też prawie płacząc.
- Ja nie chcę...
- Mówili o Miami.
- Wyjazd?
Kiwa twierdząco głową. Demi siada na fotelu chowając twarz w dłoniach. Po chwili pisze na kartce "Szansa.na lotnisku". Pokazuje przyjaciółce i pali kartkę w kominku .
- Nikła..
- Zawsze jakaś jest.
- Tak..
- Chociaż chyba nie ma sensu..
- Ja.. on mnie nie zgwałcił. Kazał krzyczeć bo wiedział że słuchasz.
Patrzy na nią zaskoczona. Wzrusza ramionami i zagryza wargę.
- To dobrze. Dobrze, że ci nic się nie stało.
- Przykro mi z twojego powodu..
- Dlaczego?
- Masz chyba gorzej.
- Tak. Masz chyba rację.
- Amanda na dół. - do pokoju wchodzi Harry.
- Pa ...- żegnają się mocnym uściskiem.
Demi widzi przez okno jak dziewczyna idzie z Liamem. Patrzy, gdy odjeżdżają.
Wraca ma fotel.
- Pakuj się. Masz 15 minut.
Szoruję skarpetkami po podłodze.i idzie do sypialni. W pięć minut ma.w torbie dwie koszulki, które nosiła, dresowe spodnie i bieliznę.
- Dom czy mieszkanie?
Wzrusza ramionami. Jakby jeszcze ją to obchodziło. Może być i wycieraczka. Trzyma sportową torbę za jedną rączkę i ciągnie ją po schodach.
- Więc mieszkanie, sąsiedzi będą pilnować żeby ci znowu coś nie odwaliło. - bierze z jej dłoni torbę.
Daje mu po ręce i ściąga bagaż po stopniach.
- Wolisz centrum Londynu czy obrzeża?
Patrzy na niego jak na kretyna.
- A co mnie to obchodzi?
- Gdzie wolisz to pieprzone mieszkanie.
- Na Marsie - warczy i idzie do kuchni.
- Pozwalam ci zostać więc nie strój humorów.
- Dzięki panie. Takiej łaski nigdy nie dostałam.
- Chciałem ci pomóc! W popieprzony, chory sposób, ale chciałem pomóc! Teraz zostawiam w spokoju. Kupuje mieszkanie, kase dam, a zakład wykupiłem..- kończy spokojniej.
- Nie chciałeś mi pomóc! Na pewno nie, bo porwanie nie jest pomocą! Jak taki z ciebie dobry człowiek to nie wiem mogłeś iść ze mną do.psychologa!  Nudziło ci się najwidoczniej. Nic od ciebie nie chcę. Wybuduj dom dziecka. Może się na coś przydadzą .
- Po prostu kurwa nie waż się nic sobie zrobić. - mówi przez zęby. Wprowadza ją do auta i wkłada jej torbę.
- Zostaw mnie - szarpie się. Otwiera drzwi i wysiada. Zapłakana wybiega na ulicę. Auto jadące z naprzeciwka zatrzymuje się kilka centymetrów przed. Szybko przechodzi na drugą stronę. Są kałuże, więc jak niespiesznie idzie wzdłuż drogi to chlapie wodą.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

5. Try Hard.


-Co ja mam zrobić, żebyś mi uwierzyła? -Sam powiedziałeś, że nie jest łatwo odzyskać stracone zaufanie…
Budzi się pierwszy. Jak mówił nawet nie przybliża się do dziewczyny. Wstaje i idzie pod prysznic. Zmienia opatrunek na ręce. Zaciska szczękę przypominając sobie że to ona odważyła się mu to zrobić. Swoją drogą jest odważna. Umie się postawić. Demi budzi się z wielkim bólem głowy. Przypomina sobie, że dzisiaj niedziela.
Widzi że mężczyzny nie ma w łóżku. Sięga po ubrania i szybko się ubiera będąc w łóżku.
- Na przyszłość tego nie rób - słyszy.
- O co ci znowu chodzi?
Od 11 do dopóki nie wstaniesz masz być w tym czym zasypiałaś.
- Super.
- Też tak uważam
Wywraca oczami. Siedzi patrząc na niego wyczekująco. Ten opiera się o framuge i podrzuca telefon w ręce.
- Jak będziesz mieć mokre prześcieradło to nie będę go prac.
- Będziesz w nim spać. Jakieś pytanie?
- Nie sama. Ja w swoim zapachu spać mogę.
- Słońce jestem głodny więc chce zejść na dół. Jakieś pytanie?
- no to idź. A ja chcę iść siku więc z łaski swojej.
- To nie jest pytanie.
Powtórnie wywraca oczami.
- To coś lepszego bo to prośba. Ale jak wolisz niegrzecznie. Chcę iść siku, ubrać się.  Mogę już wstać ? - pyta znużona.
- Jasne że tak - śmieje się i idzie na dół.
Idzie do łazienki. Ogarnia się i złazi na dół. Bierze książkę idąc do kuchni. Je chleb i pije wodę czytając.
- Podoba ci się?
- Nie - patrzy na niego i wraca do książki. Jest nudna, no ale.
- Więc czemu ją czytasz?
Wzrusza ramionami.
 - Bo tak. - sprawdza godzinę na zegarze ściennym. - Muszę wyjść. Proszę.
- Chyba sobie kpisz.
- Tym tam ze mną nie pójdziesz, a ja muszę
- Tam?
- Niedziela - sprząta po sobie.
- Sorry kochanie.
- No proszę. Przecież możesz czekać przed.
- Czemu mam spełnić twoją prośbę?
- Ja twoje głupie prośby spełniam.
- Właśnie nie. Jak na razie dopiero zaczynasz. Pyskujesz, obrażasz mnie. Coś jest nie halo.
- A kim ty jesteś powiedz? Dokładnie nikim. Nic nie umiesz oprócz kradzieży i prowadzenia auta. Nie szanujesz kobiet i praw człowieka. Masz rację . Coś jest nie halo .
- Ubieraj się, ale ostrzegam, bez numerów.
Poskutkowało. Wychodzą z domu.
- Demi,  zabije ją jeśli zrobisz coś nie tak. - mówi i ją puszcza.
Wchodzi do kościoła.  Nie myśli o niczym. Siedzi na ławce słuchając pastora, a później z nim rozmawia . Stara się nie powiedzieć za wiele. Wychodzi po półtorej godzinie. Harry stoi opierając się o auto. Dziewczyna wsiada bez słowa.
- Przywiozłem cię tu, może nie siedź taka obrażona..- wsiada za nią.
- Łaska.
- Chcesz mnie znowu wkurzyć?
- No co ty. Cii- kładzie palec na swoich ustach.
- Co?- patrzy na nią jak na głupią.
- Niiic. - wystukuje rytm o kolano znów bawiąc się oknem. - I dół i góra i dół i góra.
Mężczyzna patrzy na nią i wraca wzrokiem na ulicę. Dojeżdżają do domu chłopaka. Demi śpiewając pod nosem wchodzi do środka.
- Czemu jesteś taka wesoła?
- Bo widzę jednorożce- podskakuje na kanapie.
Łapie ją za kostki i ciągnie tak że dziewczyna ląduje na tyłku.
- Co jest?
- Niiic. - wzrusza ramionami i biegnie na basen. W pośpiechu pozbywa się butów i wskakuje do wody
Ten stoi nad wodą pilnując by się nie utopiła. Dziewczyna nie umie pływać , ale teraz się tym nie przejmuje .
- Demi kurwa wyłaź..
- Mówiłes, ze mogę. - chlapie wodą na każdą stronę rękoma. Łapie go za nogę i wciąga do wody a sama wychodzi. Zdejmuje bluzkę i siada na brzegu. Wychyla głowę na powierzchnie i bierze oddech. Przeczesuje włosy i patrzy na nią. Podpływa i trzyma ją za kostki, ale nie ciągnie.
Ta się patrzy w sufit i śpiewa wlazł kotek na plotek.
- Przestaniesz się wygłupiać?
- To jest zachowanie extra normal- chichocze i wstaje ledwo łapiąc równowagę. Stawia krok za krokiem przy brzegu i wybiega z basenu.
Harry podnosi się na rękach i idzie jej szukać. Ściąga ją ze stołu i kładzie na kanapie. Siada na jej biodrach nie przygniatając ręką przytrzymuje jej twarz i patrzy w oczy.
- Słucham pana?
- Są normalne..- mówi do siebie.
- Głupi jesteś?! Nie chodzę do kościoła aby ćpac. Chociaż może to te kadzidło - zaczyna się śmiać
- Więc co ci się stało?
- Nic. Dont touche me
Patrzy na nią i nie puszczając jej twarzy długą dłonią łapie oba jej nadgarstki i jest totalnie unieruchomiona. Dotyka nosem jej nosa cały czas patrząc w jej oczy.
Dziewczyna zamyka oczy. Wdycha powietrze nosem i wypuszcza ustami. I tak ciągle.
W końcu uniemożliwiają jej to usta Stylesa. Caroline Demi siedzi bezruchu przerażona.
- Nie robię ci krzywdy, rozluźnij się...zrób to.
- Zostaw mnie. Zawsze musisz wszystko popsuć - robi się smutna.
- Nic złego nie robię.
- Psujesz mi humor. - odpycha go
- Rób co mówię. - znowu delikatnie ją całuje.
No widzisz ze z nią coś nie tak
Zamyka swoje usta mię reagując na nic
Zaczyna się głośno śmiać.
- Demi?
Wybucha większym śmiechem i przychyla się w bok wtulając w poduszkę
- Powiedz mi co jest grane!- krzyczy.
- No nic. Jestem pozytywnie nastawiona do życia. Carpie diem! - wymyka mu się. Biegnie do kuchni i bierze słoik. - A tu będziemy wrzucali 10 centów za każde przekleństwo.
- Nie masz kasy - zakłada ręce na piersi już lekko rozbawiony.
- Bo ja nie klnę.  no i wszystko jasne. Pamiętaj - stawia na stole i idzie do biblioteki.
Ustawia alarm i włącza budzik w telefonie na 10. Kładzie się i przysypia.
Sen ma mily. Chodzi po plaży w sukience i uśmiecha się.
Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę z tego że trzyma za rękę Harrego, że robi to z własnej woli.
Budzi się przed budzikiem. Nigdy więcej. Idzie do kuchni. Musi coś zjeść. Wyciąga kromkę chleba i je idąc do sypialni.
W niej siedzi Harry.
- Telefon ci dzwoni na dole chyba
- Niech dzwoni.
Wzrusza ramionami i idzie do łazienki. Rozbiera się i myje. Nakłada żel na ciało i włosy, a potem spłukuje. Suszy włosy i w ręczniki wychodzi. Kładzie się w nim pod kołdrą i gdy jest już zakryta rzuć go na ziemie.
- To za basen. - mężczyzna bierze ręcznik, koc i wszystko inne czym mogła by się rano  owinąć.
- Mhm - przytula się w poduszkę. Do rana nie śpi.

~~~~*~~~~~
 
Travis Jordan