niedziela, 8 czerwca 2014
Nowości
Tytuł: Na zawsze.
Adres: HTTP://FRIENDS-FANFICTION-TOMLINSON.BLOGSPOT.COM/
Prawdziwa przyjaźń istnieje wtedy, gdy człowiek nie ma nic, bo wówczas przyjaźń jest jego największym skarbem.
Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić.
Nie idź przed mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć.
Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem.
Tytuł: Lessons ( tłumaczenie)
Adres: HTTP://LESSONS-FANFICTION-TLUMACZENIE.BLOGSPOT.COM/
Opis:
Założyłam czarną koszulkę, a na to białą bluzę. Ostatni raz spojrzałam w lustro, wcześniej decydując się na użycie czerwonej szminki i zmierzwienie moich jasnych brązowych włosów. To był mój pierwszy dzień nauki. Dostałam dyplom w zeszłym roku. Uczyłam się angielskiego korzystając z nauki online. Wyszłam, zamykają za sobą drzwi i udałam się w stronę mojej białej hondy. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
- Panno Richards to będzie pani pokój. – powiedział Dave, dyrektor szkoły, kiedy zaprowadził mnie do sali 215. – Pan Styles jest po prawo, następne drzwi, jeśli będzie pani potrzebować czegokolwiek.
Zostałam sama w mojej klasie, zastanawiając się jak ustawić ławki i krzesła dla nowej zmiany. Nagle ktoś przerwał moje zajęcie, wpadając do sali i klnąc pod nosem. Obróciłam się, zauważając mężczyznę starszego ode mnie, może o rok lub dwa.
- Ja pierdolę, nienawidzę dzieci. – wymamrotał pod nosem, trzaskają teczką o moje biurko.
Wzięłam głęboko oddech, powodując że spojrzał na mnie z rozwartymi wargami i zdziwieniem w oczach.
- Kim jesteś i co robisz w mojej klasie? – spytał, gdy ja mu się przyglądałam.
Tytuł: Little Abbie.
Adres: HTTP://LITTLE-ABBIE-FANFICTION.BLOGSPOT.COM/
Opis:
Abigail przebywa w ośrodku terapeutycznym. Leczy rany i wspomnienia po tym co przeżyła. Wierzy w to, że jej koszmar nigdy już nie wróci. Wszystkim dzieli się ze swoim pamiętnikiem. Chce żyć od nowa. Musi zacząć gdzieś indziej. Miejscem docelowym jest LA. Tam dużo ją spotka. Przyjaźń, rozczarowanie, ból.
Znajdę cię słodka Abbie
sobota, 7 czerwca 2014
18. Dark Horse.
- serce mi stanie przez ciebie w końcu!
- mi przy tobie staje.
- niby kiedy?!
- zawsze..ale nie powiedziałem, że serce.
~Luty~- Ale ja już nie mam miejsca w tym tygodniu. Najwyżej w następnym - mówi Demi rozmawiając przez telefon. - Tak, dużo klientek. Tak, dobrze zapiszę panią na poniedziałek następny.
Rozłącza się i zapisuje kolejną klientkę.
Opada na krzesło zmęczona. A to dopiero pół dnia. Przy okazji wysyła przelew na kredyt. W pracy nic nie je, bo nie ma na to czasu. W domu tylko śniadanie. To dużo roboty, ale uwielbia to. Jest 17 i przyjmuje ostatnią klientkę. Z uśmiechem ją później żegna i zajmuje się pochowaniem wszystkiego.
- Cześć słońce. - słyszy znany zachrypnięty głos.
- Hej - odkłada lakier i macha mu z uśmiechem.
- Pada, więc przyjechałem.
- A, to dzięki. - chowa laptopa i idzie się przebrać z uniformu. Wraca do Harry'ego i staje na palcach, aby musnąć jego usta.
Ten ułatwia jej to schylając się.
- Takie szpilki sobie kupię, takie cholera - mamrocze wyjmując klucze.
Mężczyzna śmieje patrząc na nią. Wsuwa klucz do zamka i zamyka drzwi. Wychodzi przed Harrym. Trzymając się za rękę idą do auta nieco dalej postawionego. Chłopak przechodzący obok uśmiecha się do Demi. Harry zamyka oczy mocniej ściskając rękę dziewczyny.
Dochodzą do.samochodu. wsiadają do środka. Harry prowadzi, a Demi trzyma rękę na jego nodze uspokajając. Jedzie mocno trzymając kierownice. Przesuwa rękę na jego dłoń. Jedną przenosi na swoje kolano i zamyka w swoich dłoniach. Harry prowadzi tylko jedną ręką.
- Nie denerwuj się.
- Ciii..- mówi głęboko oddychając.
Wysiadają przed domem.
- To ty idź, a ja pójdę zrobić zakupy.
- Mogliśmy pojechać.
- Przejdę się. Brzuch mnie boli więc świeże powietrze pomoże.
- Na pewno?
Całuję go w usta. Bardzo długo i zachłannie. Potem idzie do sklepu. Kupuje parę spożywczych rzeczy i to co jej potrzebne na sprawy kobiece. Wychodzi i spotyka Travisa.
- Hej.
- Cześć - uśmiecha się do niej.
- W którą stronę idziesz? - pyta.
- Ymmm..tam.
- To chodź- idą razem.
Chłopak odprowadza ją praktycznie pod sam dom
- Dzięki. Miło było cię znów spotkać.
- Pewnie. - uśmiecha się.
- dobra idę bo umrę z bólu.
- Wszystko...twój chłopak zabija mnie wzrokiem.
- Co? - rozgląda się. - On tak ma...
- Do zobaczenia. - żegna się.
- Byłoby miło. Trzymaj się - posyła mu lekki uśmiech i wchodzi do środka.
- Ja go na prawdę lubiłem, ale on się strasznie stara. - mówi chłopak na wejściu.
- Tylko ze mną rozmawiał Harry. - zdejmuje trampki. - Spotkałam go w sklepie.
- Podobasz mu się.
- Jasne. I co? Bieberowi tez?
- Jakby cię zobaczył...
- Bardzo zabawne. Dobrze, że mi się podoba tylko jeden facet. Strasznie marudny. Może ma okres.
- Daj to. - bierze od niej siatki.
Caroline Demi kręci głową i idzie za nim do kuchni.
- Muszę gdzieś pojechać, wrócę koło 9.
- Dobra, dobra...- uśmiecha się nie pozwalając mu rozpakować zakupów. - Zostaw. Powiedz czy będziesz na pewno do 9.
- Koło 9.
- Ale.przed czy po?
- Słońce nie wiem. - bierze telefon i portfel.
- Buzi
Oplata ją w talii i całuje.
- Na razie. - wychodzi.
Dziewczyna biegnie na górę gdy tabletki zwalczają ból. Bierze prysznic. Używa nawet zapomnianego balsamu do ciała. Stoi w satynowym szlafroku od Hazzy i przygląda się odbiciu. Delikatnie nakłada makijaż. Potem idzie do garderoby. Zakłada sukienkę którą dostała na święta. Boso zbiega do kuchni. Tam suszy włosy i przegląda książkę kucharska .
W końcu decyduje się na lasagne. Bierze wszystkie składniki i przygotowywane danie.
Oprócz kolacji, stara się o oprawę.
Gdy stół jest gotowy idzie się uczesać. Robi wysokiego specjalnie niechlujnego koka.
- Ja się staram dla faceta...
Harry wychodzi z auta ,bierze kurtkę i zamyka samochód. Podoba mu się nowy mercedes.
Klepie go po masce i wchodzi do domu. Jest dziwnie cicho i ciemno. Nie...jednak świecą się świeczki. Odkłada wszystko i idzie w głąb domu.
- Kurczę...- słyszy cicho. Demi oblizuje dolną wargę próbując jeszcze raz sałatki.
- Cześć. - Harry całuje ją w policzek stając za nią. - Pięknie wyglądasz.
- Dziękuje - rumieni się słodko i odwraca się do niego.
- Z jakiej to okazji?
Dotyka jego policzka palcami.
- Masz urodziny.
- To nic specjalnego.
- W takim razie po prostu spędzimy razem wieczór. No po tym jak dostaniesz prezent.
- Kolacja. Dzięki - muska jej wargi.
Oddaje pocałunek, ale nic nie mówi. Podaje posiłek do stołu. Ich rozmowa jak zawsze jest luźna, ale ciekawa. W końcu Demi bierze ramkę przewiązaną wstążką i podaje Harry'emu siedząc mu na kolanach. To zdjęcie które zrobili razem w Norwegii, na dwu dniowym wypadzie. Oboje na nartach uśmiechnięci.
- Było tam świetnie.
- Tak, było. Ale to nie tylko to. nie lubię jak się spóźniasz - wręcza mu zegarek.
- Słońce nie kupuj mi prezentów. Dziękuję.
Opiera policzek o jego ramię.
- A podoba ci się?
- Tak, na prawdę. - całuje ją w głowę
Uśmiecha się zadowolona, że jej się udało. W sumie nie wie, które to urodziny ale nie jest to istotne. Jeszcze trochę rozmawiają i Demi wstaje, aby posprzątać.
- Kupmy zmywarkę. Proszę. nie to, że jestem leniwa ale...proszę.
- Jutro będziesz miała zmywarkę - chowa naczynia.
- Szybko... - mówi do siebie i wyciera ręcę.
Bierze go za rękę i prowadzi na górę.
- Tylko że będziesz musiała wybrać, ja się nie znam. - oplata ją ramionami. - Dobra?
- Dobra - kiwa głową z uśmiechem. - Bo ja...Nie mam dziś jeszcze okresu. Wiem, że to będzie za dwa - trzy dni. No i chciałabym to wykorzystać. - mówi patrząc w podłogę.
- Demi nie zmuszaj się. - odwraca ją do siebie.
- Ale ja się nie zmuszam. Tylko ja bym chciała, ale wiem że ty możesz nie chcieć...
- Żartujesz?- podnosi jej podbródek. - Nie masz pojęcia jak bardzo cię pragnę.
Patrzy w jego oczy naprawdę zaskoczona. Można było pomyśleć, że go... nie kręci? Trauma, traumą ale nie może tak żyć. Przecież on ją kocha, nie skrzywdzi jej.
- Nie wiedziałam - przyznaje zgodnie z prawdą. - Moglibyśmy...się. kochać. dziś? - pyta nieskładnie.
- Jesteś pewna? Mów wszystko, każdą obawę, prośbę. Wszystko Demi.
- Tak, ja jestem pewna ale boję się. Ja się nie znam i wiesz... może ci być źle
- O to bym się nie martwił - uśmiecha się w jej stronę.
Stoją w sypialni, a Demi zsuwa z siebie sukienkę. Pod którą ma tylko skąpą bieliznę.
- Kocham cię. Cały czas o tym myślisz jasne?- przysuwa ją bliżej siebie.
- Kocham cię. Będę myśleć.
Kładzie jedną dłoń na jej szyi, a druga pozostaje na talii dziewczyny. Pochyla się i całuje ją.
Demi zamyka oczy. Stara się myśleć tylko o Harry'm. O tym, że jest blisko niego. Z nim.
Mężczyzna przesuwa dłonie po jej ciele. Bada każdy fragment odkrytej i zakrytej skóry.
- Mów jeśli coś będzie nie tak.. - zdejmuje koszule i wraca do ust Demi.
Oddaję pocałunki bardzo czule, dotykając torsu Harry'ego. Jest twardy i wyrzeźbiony.
- Do góry. - łapie ją pod uda i sadza na swoich biodrach.
Ta się śmieje i oplata jego szyję. Łączy ich usta, tym razem odważniej. Mężczyzna wdziera się językiem do jej buzi i rusza w stronę łóżka.
Kładą się na nim. Demi jest na górze. Ciągle całując usta kochanka, rozpina jego pasek.
Harry siada tak, że ich twarze są na przeciwko siebie. Kładzie dłonie na tyłku dziewczyny i dociska ją bliżej siebie. Nie zabierając rąk, zaczyna całować jej dekolt oraz szyje ściskając pośladki brunetki. Ta coś mruczy mu do ucha. Wsuwa palce we włosy mężczyzny. Czuje jego męskość, która nieco wbija jej się w udo. Porusza pomału biodrami i z pomocą Harry'ego, pozbywa się jego spodni.
- Słońce..- wraca do jej ust i rozpina biustonosz.
Harry przesuwa dłońmi po jej płaskim brzuchu, na okrągłe piersi. Dziewczyna wzdycha mu do ust i pogłębia pocałunek.
- Jesteś perfekcyjna. - klęka z nią przy sobie i kładzie na pościeli.
- Powiedział ideał...
- Zjadłbym cię gdybym nie wiedział co czeka mnie za chwilę.
- Ale słodzisz - chichoczę muskając jego usta.
Styles przenosi się na linie jej żuchwy, a palcami bada koronkę która została na jej ciele.
Dotyka wewnętrznej strony uda dziewczyny i momentalnie czuje dreszcz przechodzący przez jej ciało. Demi krócej oddycha, gdy jego dłoń jest nieco bliżej kobiecości.
- Jest ok? Słońce wszystko jest dobrze tak?
- Tak... - mówi cicho.
Próbuje się rozluźnić.
- Jesteś tu ze mną, ja jestem dla ciebie. Będziemy się kochać i będzie cudownie..- zdejmuje jej majtki.
Demi jest już kompletnie naga. Skupia się na całowaniu ust mężczyzny, wiedząc że jest czerwona na policzkach. Drżącymi palcami zaczepia za gumkę białych bokserek.
Harry pozbywa się ich i dołączają one do reszty garderoby. Całuje okolice jej pępka i nie tracąc kontaktu z jej skórą sunie wyżej. Kończy na ustach i patrzy w oczy dziewczyny. Usadawia się między jej nogami dłońmi pieszcząc jej uda. Zsuwa je do kolan i unosi tak że nogi brunetki są zgięte.
- Tak będzie lepiej. - tłumaczy.
- Wiesz lepiej. Ufam ci - odpowiada spoglądając w zielone oczy mężczyzny.
Całuje ją powoli łącząc ich ciała.
Demi kładzie ręce na ramiona Harry'ego. Czuje rozpychanie wewnątrz siebie. Oddycha dość urywanie. Pozwala na wykonywanie głębszych ruchów przez bruneta.
- Ej słońce..- głaszcze jej policzek.
Udaje jej się uśmiechnąć. Nie może się bać. Nic jej nie zrobi.
- Kocham cię...
- Jak ja ciebie. - przytula ją przyspieszając.
Demi czuje przyjemność. Harry ociera się o każde wrażliwe miejsce w jej ciele. Jest cudownie jak obiecał. Ciało dziewczyny wygina się w niewielki łuk. Zaciska palce na ramionach mężczyzny i krzyczy dochodząc.
To powoduje że i on szczytuje chwilę po niej.
Kładzie się obok brunetki. Dziewczyna kuli się wtula w jego ramiona i wyrównując oddech.
- Wszystko dobrze?
- Cudownie.
- Kocham cię słońce. - przytula ją mocno i oboje zasypiają.
środa, 4 czerwca 2014
17. You and I.
PONIEWAŻ SKARBIE, UCIEKAJ JUŻ SIĘ ZAKOŃCZYŁ
ZAPRASZAMY TUTAJ http://friends-fanfiction-tomlinson.blogspot.com/
Budzi się pierwsza. Leży bawiąc się kablem Od lampki.
- Co ty kombinujesz?- słyszy przy uchu.
- Leże sobie.
- Pytam ogólnie.
- Z czym?
- Sobą. Chociażby noc. Duchów nie ma, ale przecież o tym wiesz.
Uśmiecha się przekręcając w jego stronę.
- Nic. Zostałam bo mi zależy.
Harry przekłada jedną rękę po drugiej stronie jej ciała tak że nad nią zawisa.
- Nie wiem czy to prawda.
- Ja nie kłamie.
Podnosi brwi patrząc na nią.
- Nie lubię oszukiwać ludzi.
- Nie dopuszczę do tego żeby znowu czuć co było po twoim wyjeździe. Nie ma mowy - wraca na swoje miejsce.
- A co czułeś? - teraz to ona jest nad nim. - Bo ja strach i tęsknotę.
- I dobrze ci tak.
- Więc co czułeś? Ciebie chyba nie da się zranić.
- Skoro tak uważasz.
- Mówię chyba. Nie mówię, że uważam. Zróbmy chwilę szczerości.
Patrzy na nią głupio.
- Tak bo muszę ci coś powiedzieć. - wzdycha. - Kocham cię - krótko całuję go w usta i szybko wychodzi z pokoju wystraszona.
Harry siada chcąc ją zatrzymać, ale zrezygnowany znowu opada na poduszki.
Demi ubrana w sukienkę zbiega na dół. Robi śniadanie. Zanosi na stół i bierze telefon dzwoniąc do Amandy. Przecież ona nie wie że została.
- Chwila jest dłuższa - mężczyzna zabiera jej urządzenie.
- Ughh. - mruczy pod nosem ale nie kłóci się. Idzie po herbatę i wraca.
- To był największy błąd twojego życia. - mówi spokojnie.
- O czym mówisz?
- Teraz cię już nie puszcze.
- To ja cię kocham, więc to mi zależy.
- Masz problem jeśli to nie prawda.
- Najczystsza prawda. Muszę wyjść...
- Zostań.
- Mogę też iść na 18 w sumie...- mówi bardziej do siebie.
- Więc idź wtedy.
- Jedz śniadanie - staje przy parapecie czesząc włosy. Starannie splata je w warkocza.
- Oduczę się tych moich…tego wszystkiego.
Nie odpowiada. Patrzy przez okno.
- Nie powtórzysz nikomu?- znowu przerywa ciszę.
- Czego? - podchodzi do stołu i siada obok niego z herbatą.
- Jak powiem że cię kocham.
Pochyla się mad stołem.
- A wstydzisz się tego?
- Śmiałem się z Liama.
- Okay. To zostanie między nami. Obiecuję. - kładzie palec na ustach.
- No. - prostuje się na krześle.
Dziewczyna pochyla się zakrywając dłońmi twarz. Zaczyna się śmiać z zachowania Harry'ego.
- To nie jest zabawne.
- To jest zabawne. Jesteś taki spięty. Jakby ci ktoś zaraz krzywdę miał zrobić. To dwa słowa. Powinny wywoływać uśmiech. Jedz - podaje mu kanapkę do ust.
- Ale nie uciekniesz?- sadza ją na swoich kolanach.
- NIe. Mówiłam ci.
- Znajdę i przywiąże.
- To ... nie wątpię - opiera czoło o jego skroń.
- Boisz się mnie prawda?
- Prawda.
- Będę inny.
- Tak?
- Ale..skoro teraz czujesz do mnie to co czujesz to jak się zmienię, to...ugh.
- To nie będziesz groźnym Harrym. Przyzwyczaję się do twoich zasad tylko ...nie groź mi seksem. Proszę.
- Nie ma żadnych zasad - mówi wypuszczając powietrze.
- Wytrzymasz tak?
- Nie drąż.
- Zrobisz jak będziesz chciał.- przekręca się na jego kolanach. Siedzi okrakiem, ale przodem do stołu i je kanapki.
- Brawo. - bierze jedną.
Demi sprząta po śniadaniu zmywając naczynia. Odstawia je na suszarkę. Czy ten człowiek nie może kupić zmywarki?!
- Tyle kasy a zmywa ręcznie...Pewnie dlatego ma takie muły - mruczy pod nosem.
Harry siedzi przy laptopie i kontaktuje się z kim trzeba żeby załatwić nowe auto.
- Ale mamy auto. Stoi nadal pod salonem.
- ja do tego nie wsiądę
- Znalazł się...Jest świetna.
- Demi masz ją to się ciesz
- Ciekawe gdzie mam nią jeździć. Mogę ten telefon?
- Możesz.
- To daj – wyciąga rękę .
- Jest w kieszeni - pokazuje na spodnie. nie odrywając wzrok od ekranu.
Nachyla się i wyciąga komórkę prawie robiąc fikołka.
Odblokowuje i dzwoni do Amandy.
- cześć. Mam niespodziankę.
- No?
- Chcesz sie spotkać ?
- Znowu przylecisz, przecież dopiero..
- Nie. Zostałam.
- Super. Gdzie jesteś?
- U harry'ego.
- O boże..- wstrzymuje oddech.
- Muszę ci parę rzeczy wytłumaczyć. Przyjdziesz po mnie do kościoła?
- Nie wiem...muszę zapytać.
- A tak...Okay. to jak będziesz mogła to przyjdź około 19. Hej - rozłącza się i chowa telefon. Idzie na górę i staje przed szafą. Bierze jego czyste koszulę i prasuje. Nuci pod nosem chodzącą za nią melodie. Lubi sprzątać. Ale nie jest pedantką.
Na 18 Harry wiezie ją do kościoła.
- Czekać?
- Przejdę się.
- Mogę poczekać.
- Możesz iść ze mną.
- Nie.
- Dobrze.
- To czekam - posyła jej uśmiech.
Całuję delikatnie jego policzek i wchodzi do środka. Harry przymyka oczy i myśli. Trochę się w jego życiu zmieniło. Na prawdę ciężko będzie mu się zmienić. Ale liczy na wyrozumiałość.
Bierze głęboki oddech i zwilża językiem usta.
Wsiada do auta, w którym spokojnie czeka aż msza się zakończy. Widzi Amandę i marszczy brwi. Blondynka wita się z Demi, która wychodzi. Chłopak siedzi i czeka.
- Tam czeka Harry. Pojedziesz z nami?
- Demi co jest grane?
- Nie chciałam go zostawiać.
- Więc będziesz robić za jego panienke?
- Nie robię za jego panienkę - mówi cicho. - To nawet nie jest tak. Zakochałam się.
- Demi..- przytula ją.
- Wiem co robię.
- Skoro tak. Przynajmniej będziesz blisko.
- Jedzie z z nami?
- Nie. Coś ci jutro powiem.
- Powiedz teraz.
- Teraz jeszcze nie ma o czym.
- Mów zrozumiale.
- Chciałabym dzisiaj...wiesz.
- Ten tego?
- Myhm..
Uśmiecha się.
- Skoro tak chcesz. - całuje jej policzek. - To powodzenia.
- Dzięki.
- pApa.
- Cześć. - idzie, a Demi wraca do auta.
Zapina pas, a Harry rusza. Dziewczyna poprawia warkocza ciągle się uśmiechając.
- Znowu ci kadzidło odbije?
- Tym razem to endorfina i oksytocyna.
- Noo dobra.
Wracają do domu. Dziewczyna robi kolację i siadają na kanapie oglądając mecz. Przychodzą koledzy Styles'a. Demi grzecznie zabiera swój talerz i idzie na górę.
Kieruje się do biblioteki. Jedząc czyta książkę.
- Mam zwidy kurwa czy kurwa ona serio tu jest? - pyta Louis.
- Jest.
- Jakim cudem? Jak miała pofrunąć?
- Ale została.
- Jeszcze mi powiedz, że z miłości do ciebie.
- Urok osobisty.
- Trzeba go mieć.
- Poprosiłem, chciała i została.
- Oglądajmy ten mecz - mówi nie zainteresowany Niall.
Chłopaki siedząc do bardzo późna.
Demi zasypia na fotelu z podkulonymi nogami. Książka leży na jej udach. Potem oni wychodzą, a Styles szuka dziewczyny. Bierze ją na ręce i niesie do sypialni w której ma rzeczy. Sam idzie do siebie tylko przemywając twarz i się kładzie.
Zmęczenie wygrywa i zasypia w szybkim tempie.
sobota, 31 maja 2014
Nowy blog - tłumaczenie
Mam dla Was nowy blog. Tłumaczenie Lessons. http://lessons-fanfiction-tlumaczenie.blogspot.com/
16.You are blind to what you hear.
Jesteśmy świadomymi swych czynów dorosłymi i to, co robimy za zamkniętymi drzwiami, jest wyłącznie naszą sprawą. Musisz uwolnić umysł i słuchać swego ciała.
MusicDemi przerażona cofa się i biegnie prosto w stronę Harry'ego popychając go na ziemię. Ląduje na nim a chwilę później nad nimi rozlega się strzał. Kładzie głowę na jego klatce nie pozwalając się ruszyć. Całe auto zostaje przestrzelone kulami. W końcu huk ustaje.
Mężczyzna powoli i ostrożnie wstaje rozglądając się. Auto odjechało.
- Nic ci nie jest? - słyszy cicho.
- Pogięło cię?! Prawie dostałaś!
- Zabił by cię.
- Nigdy więcej słyszysz?! Masz spieprzać i się chować w takich sytuacjach.
- Nie będę patrzeć jak cię przestrzelają!
- Miałaś coś załatwić
- Jesteś głupi - zła wstaje. Drzwiczki auta prawie upadają jej na nogę. Warczy i wchodzi na górę.
Otwiera gabinet i wchodzi do środka. Zabiera dokumenty i idzie na dół.
- Wrócimy spacerem hm?
- Nie mamy wyjścia.
- To chodź - idą obok siebie.
Dziewczyna łapie go za ramię i patrzy w chodnik powoli idąc. Harry ściąga jej dłoń i mocno trzyma w swojej.
- Kto to był?
- Trup.
- Nic ci nie zrobi?
- Słońce za kilka minut będzie martwy.
- To dobrze - mówi obserwując jego profil. Kiedy stał się dla niej ważny?
Po dwóch godzinach są w jego domu. Demi siedzi w kuchni i sprawdza bilety do Dubaju.
- Trzeba ci coś?
- Nie. Muszę polecieć po rzeczy. I zwolnić się z pracy.
- Nie musisz. Załatwię to.
- Czego ty nie możesz? - zamyka laptopa.
Mieć ciebie - mówi w myślach.
- Mogę wszystko.
- Umiesz kochać?
- Pewnie nie.
- Więc nie wszystko.
- Demi nie zaczynaj.
- Nie zaczynam. Od razu się denerwujesz. - idzie do łazienki. Opatruje starte ręce.
Harry sprowadza rzeczy dziewczyny, ale ciężko jest się mu skupić.
Demi schodzi na dół dopiero wieczorem. Harry wtedy stoi przy oknie i sprawdza coś w telefonie. Demi się przytula.
W jednej chwili znajduje się na parapecie twarzą do niego.
- Co tam słońce?
- Doszłam do pewnego wniosku - bawi się jego włosami .
- Mam pogratulować?
- Można nauczyć się kochać.
- Pewnie można.
- Mogę cię nauczyć jak sama do tego dojde.
- Zobaczymy..
- Mogę coś zrobić?
- Mówiłem. Robisz co chcesz. - zakłada ręce na piersi.
Pochyla się i kładzie swoje usta na jego. Niemal natychmiast jest przyciśnięta to szyby okna. Harry kładzie swoje ręce wzdłuż jej nóg tak.że dłońmi trzyma ją za biodra.
Delikatnie próbuje go całować. Stara się robić najlepiej jak umie. Ten całuje ją gwałtowniej. Wyładowuje całą swoją frustrację. W końcu odrywa się szybko oddychając. Patrzy jej w oczy, a usta tworzą prostą linie nie zdradzającą żadnych emocji.
- Nie lubię takiej miny. Masz sto twarzy.
- Mówię co myślę, w przeciwieństwie do innych.
- To powiedz co myślisz teraz.
- To byłby samobój.
Zakłada ręce na klatka robiąc niezadowoloną minę. Zeskakuję i drepta na górę. Harry prostuje się i bardzo wysila by nie pójść za nią. Demi wchodzi do łazienki i napuszcza wody do wanny. Rozbiera się i zanurza. Opiera głowę o oparcie i przymyka oczy. Sama nie wie kiedy zasypia w wodzie.
Budzi ją głośne uderzanie o drzwi.
- Demi kurwa odezwij się.
- Mhm - przeciera oczy i kicha. Zimna woda i spacer po deszczu dają się we znaki.
- Demi ostatni raz mówię!
- Przecież się odzywam - mruczy i wstaje ale się ślizga i znów upada tyłkiem do wody. - Kurczę ...
- Co jest?- słyszy ciszej.
- Nic nic.
- Wyłaź wreszcie.
- To będzie wyzwanie - ponawia próbę.
- Zaraz mnie szlag na miejscu trafi..
Dziewczyna chichocze pod nosem i dźwiga się. Staje na kafelkach szczekając zębami. Owija się ręcznikiem. Otwiera drzwi i wychodzi. Zmarznięta idzie do pokoju.
- Czemu mi nie odpowiadałaś?- idzie za nią zły.
- Spalam. Jak ci miałam odpowiadać?
- Spałaś? Mogłaś się ut..- zaciska szczeka i milknie.
- zasnęłam przez przypadek. Żałowałbyś ?
- Nie utrzymuje cię tyle przy życiu żebyś się w wannie utopiła.
- Widocznie sprzeciwiasz się losowi Edwardzie.
- Bardzo zabawne..- burczy.
- Zbyt przystojny jesteś na niego - zamyka drzwi.
Mężczyzna idzie do swojej sypialni. Tej gdzie spał z nią. Otwiera balkon i kładzie się.
Ręce układa pod głową i zamyka oczy. 5 minut , 10 minut , 15 mi...słyszy skrzypienie drzwi.
Otwiera jedno oko i rozgląda się. Demi stoi w progu w za duzej koszulce.
- Co jest?
- Mogę spać z tobą?
- Straszy?
- Bardzo. Upiornie.
- Kładź się.
Podchodzi wdrapując się na łóżko. Podnosi kołdrę i układa się pod nią. Przytula się do poduszki i patrzy na mężczyznę. Ten leży caly czas w tej samej pozycji.
- Słodko wyglądasz - mruczy i zasypia.
poniedziałek, 26 maja 2014
15. Good enough.
HEEEJ JESZCZE RAZ PRZYPOMINAM O NOWYM BLOGU ;D TEŻ O HARRYM, WIĘC JAK CHCECIE TO WPADNIJCIE.
Są osoby, które się pamięta, i osoby, o których się śni.
Demi wraca do motelu i pakuje rzeczy. Jest już wieczór.Sprawdza dokumenty i chowa je. Bierze torbę i wychodzi z motelu. Pieszo idzie na lotnisko. Jeszcze dwie godziny. Zdąży.
Idąc znajomymi ulicami słucha muzyki. Trochę się boi. Jest późno. Gdy ktoś obok przechodzi spina się.
Harry idzie za nią od motelu. Z dużej odległości ja obserwuje.
Jakiś chłopak w kapturze trąca ją ramieniem próbując wyrwać jej bagaż. Dziewczyna siłuje się z nim ale nie ma aż tyle siły. Kopie go w czułe miejsce i odchodzi w inną ulice
Styles uśmiecha sie pod nosem i przyspiesza kroku dalej za nią podążając.
Dochodzą pod lotnisk Heathrow. Duży oświetlony budynek widać z daleka.
Demi wchodzi do środka i kieruje sie w odpowiednie miejsce, a Harry zostaje przy wejśćiu.
Widzi tylko jak udaje się na odprawę.
Przełyka nerwowo ślinę i próbuje patrzeć w inną stronę.
Demi ma przejść przez bramkę. Odwraca na chwilę głowę i zauważa w szybach znaną postać. Wbija wzrok w ziemię i przechodzi skontrolowana. Wskazując jej odpowiednie wejście ponaglając. Samolot ma zaraz startować.
- Proszę mnie puścić - odwraca się. - Niech pani mnie wypuści - wskazuje na tunel.
- Samolot zaraz startuje proszę pani.
- Nie chcę nim lecieć.
- Bilet się zgadza.
- Niech mnie pani wypuści - powtarza zdenerwowana.
Mężczyzna zdezorientowany otwiera metalowe drzwi i bramki. Harry widzi zamieszanie przy samolocie i z lekka się denerwuje. Cos nie tak z samolotem?
Demi wychodzi na platformę lotniska. Zaczyna padać. Dokładnie pogoda ma taki humor jak ona. Staje na środka lotniska wśród ludzi gdzieś spieszących. Zapomina o bagażu i idzie między innymi. Harry stoi przy siatce i obserwuje startujący samolot. Zdejmuje szpilki i trzyma je w rękach. Czasem ktoś na nią dziwnie spojrzy. Nie przejmuje się. Wychodzi z budynku.
Zagryza wargę zaczesując palcami włosy do tyłu.
- Gdzie mój książę na rumaku? - pyta samą siebie śmiejąc się. Nie ma co wierZyć w bajki.
Mężczyzna chowa ręce w kieszeniach i wraca. Nie będzie stał jak ostatni kretyn z jakiegoś romansidła i moknął w deszczu.
Idą tą samą ulicą nawet tego nieświadomi. W zasadzie to Demi nie ma gdzie wracać. Idzie przed Harrym mocząc z stopy w kałużach.
Mężczyzna podnosi głowę i dostrzega sylwetkę przed sobą. Jest podobna, a ty wariujesz - mówi do siebie. Idzie tym samym tempem, jednak bardziej podejrzliwie patrząc. Normalna osoba chodzi w deszcz bez butów?
Buty. Te buty.
- Co ty tu do cholery jeszcze robisz?
- Miałaś bilet.
- I prawie wsiadłam. Ale nie mogłam.
- Czego się czepili?
- Niczego. Ciebie zobaczyłam.
- I?
- I uznałam, że nie chcę lecieć. - odgarnia mokre włosy.
- Gdzie leziesz?- mężczyzna staje w miejscu.
- Przed siebie. - odpowiada. - Czemu za mną szedłeś? Jak mnie aż tam znalazłeś?
- Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś? Chodź do auta
Posłusznie robi co chce. Siada w jego samochodzie cała mokra
Harry jedzie w kompletnej ciszy. Wchodzą do jego domu. Daje jej jakieś suche rzeczy.
- Przebierz się i połóż bo pewnie zmęczona jesteś. Cztery sypialnie do wyboru. Jutro idź do Amandy, studia, gdzie chcesz. Dzisiaj już późno. - znika w jednym z pokoi.
Demi przebiera się i kładzie na kanapie. Ogląda powtórkę meczu. Czuje że zasypia, gdy jeszcze telewizor rozbrzmiewa nie wyraźnie.
Budzi się w miejscu gdzie zasnęła.
Idzie sprawdzić czy jej rzeczy są suche. Przebiera się i wiedząc gdzie jest kuchnia, udaje się tam. Robi Harry'emu śniadanie.
Sama je przy okazji. Włącza cicho radio stojące na wysokiej szafce. Stara się nie śpiewać. Przypomina sobie Sylwestra i cicho śmieje. Na pewno kłamał, nie śpiewa aż tak źle.
Kaleczy się nożem. Syczy i wkłada rękę pod wodę. Nie zepsuje to jej humoru. Znajduje opatrunek i radzi sobie. Kończy śniadanie. Harry budzi się w między czasie. Wstaje i idzie do łazienki.
Ubiera świeże rzeczy. Dopiero po.muzyce z dołu przypomina mu się, że nie jest sam.
07:43
karo:)
Schodzi na dół i kieruje się do kuchni.
Demi myje deskę i nóż pod wodą, po czym odkłada je na suszarkę. Na stole stoją talerz z kanapkami.
- Cześć - słyszy.
- Cześć. Zrobiłam ci śniadanie, nie chciałam się rządzić a no i zaraz sobie pójdę
Amanda jest z Liamem w Wenecji. Kazali przekazać, że nie będzie go na spotkaniu gangu. - mówi.tak szybko że ledwo co można zrozumieć.
- Kiedy wracasz?
- Do Dubaju? Nie wiem. Nie po to nie leciałam, aby uciekać.
- Gdzie chcesz iść?
Wzrusza ramionami.
- Pójdę do salonu pewnie.
- Możesz zostać tu, ale to twoja decyzja
- W tym problem, że jakbym nawet chciała...jak to beznadziejnie brzmi..to nie chcę 1. Siedzieć ci na głowie .2. Męczyć swoim towarzystwem. I 3. Być problemem.
- Wiesz że nic z tego nie jest prawdą.
- Jak nie?
- Nie, po prostu.
Siada przy stole wzdychając.
- Zjedz..Napracowałam się. Poszła nawet krew.
Ten momentalnie szuka czy nic jej nie jest, ale opamiętuje się.
Uśmiecha się lekko do niego. Harry bez słowa zaczyna jeść.
- Dziękuję za suknię .
- Drobiazg.
- Chciałabym zostać. Z tobą.
- Kłamiesz
- Nie. Chciałabym zostać z tobą.
- Mówiłaś podobnie.
- I uciekłam. To był strach. Ale jest gorzej być tam.
- Wróć, nie bronię, tylko uważaj co mówisz. Za dużo gadasz, mało z tego robiąc.
- Taka moja wada.
- Demi jak chcesz.
- Pojedź ze mną na chwilę do salonu. Proszę.
Wstaje, ubiera buty i wychodzą. Jedzie w miejsce gdzie prosiła dziewczyna.
Dokumenty zostały w bagażu. A raczej tylko paszport. W salonie ma dowód i trochę pieniędzy. Idzie do budynku gdy Harry czeka przy aucie. Dziewczyna patrzy w punkt dalej widząc mężczyznę kilkanaście metrów dalej. Mierzy w Stylesa.
czwartek, 22 maja 2014
14. Hello Kitty.
~*~
Demi siedzi w pokoju z babeczką w ręku. Zdmuchuje jedną świeczkę i uśmiecha się.
Ktos puka do drzwi. Idzie leniwie otworzyć. Kurier wręcza jej paczke, odbiera podpis i żegna sie. Jest zaskoczona jak cholera. Kto znał jej adres?!
W środku jest piękna, długa, krwistoczerwona suknia, a pod nią dwa słoiki. Jeden cały zapełniony 10 centówkami, a drugi tylko z jedną leżacą na słońcu na dnie naczynia.
Domyśla się, że musiał ją znaleźć. Tylko jak. gdy wyciąga suknie, na podłogę wypada karteczka. Odkłada materiał na łóżko i schyla się po papierek.
" Nie bój się, nie ma mnie blisko. Ja dotrzymuje słowa. Nie napisze ci oklepanego KOCHAM CIĘ, ale wiedz, że sprowadziłaś zaćmienie. H."
Siada na łóżku przecierając oczy. Głęboko oddycha chcąc wyjść z szoku. Jak…co…gdzie i kiedy. Jeszcze raz czyta tekst. Nawet parę razy na głos. Nie może pozbyć się zaskoczenia. Z mętlikiem w głowie przygląda się sukni. Ostrożnie ją składa i kładzie na łóżku obok siebie. Dał jej spokój. Jest wolna. Zamyka oczy i spokojnie oddycha. W końcu sen sam przychodzi i odpływa.~~*~~
- Liam proszę, chce ją zobaczyć
- Nie.
- Wiem że ci powiedział gdzie jest.
- To idź go prosić.
- Liam proszę.. - Amanda jest bliska płaczu.
- Jesteś pełnoprawnym właścicielem salonu. Będzie płacić kredyt- daje jej dokumenty.
- Co?
- Przepisała ci.
- Nie chce go. Chce ją zobaczyć. Liam...
- Nie do cholery. Ja ci nie powiem. Jak się Styles zgodzi to masz szczęście.
- Dlaczego?! Czemu nie możęsz tego dla mnie zrobić?!
- Bo to ryzykowne. Mogę dac ci telefon.
- jesteś tchórzem. - mówi przez zęby.
- Chcesz z nią pogadać?
- Tak..
- To tu masz telefon.- podaje jej komórkę.
bez słowa wykręca numer.
- Tak?
- Demi jesteś okropna.
- O Boże Amanda...Przepraszam .
- Egoistka, chodząca głupota... - zaczyna ją wyzywać.
- Musiałam. Nie mogłam powiedzieć...A zresztą. I tak mnie znalazł.
- jest w Londynie.
- Wiem. Ale nie oto mi chodzi. Zdałam sobie sprawę że może wszystko.
- Chyba tak..Demi gdzie jesteś? - pyta ciszej.
- Nie powiem.
- Demi..
- Dubaj.
- Zabije cię jak spotkam.
- Zajmij się salonem.
- Przyjedź..chociaż na chwile.
- Dopiero wyjechałam.
- Ale ja tęsknie.
- Zróbmy tak. Spotkamy się ale nikt się o tym nie dowie. Powtórz Szkoda że nie przyjedziesz.
- To jak w filmie.. - chichocze. - ..ale szkoda, chciałabym cię zobaczyć.
- Więc spotkamy się za tydzień. W..Teatrze w.którym miałaś próby.
- Jasne, rozumiem. - mówi smutno.
- Papa
- Cześć. - rozłącza się i oddaje telefon chłopakowi.
Liścik a spotkanie to co innego. Moze ją trzymać w. Pewności że ma.spokój
A tu nagle mroczny rycerz powraca
Demi zgodnie z obietnicą przyjeżdża pp tygodniu
czeka w umówionym miejscu na przyjaciółke.
Siada na starej scenie. Ma na sobie czarną sukienkę z odkrytym jednym ramieniem i czarną skórzaną kurtkę. Na nosie ma ciemne okulary
W budynku unosi się zapach starości.
Demi słyszy kroki i wstaje czekając. Zdejmuje okulary i przewiesza je przez dekolt sukienki.
Uśmiecha się widząc przyjaciółkę. Amanda przyspiesza i mocno przytula dziewczynę
- Cześć.
- Świetnie wyglądasz.
- Muszę, bo tak mnie nie poznają.
- jest super. - całuje ja w policzek.
- Jak tam?
- Zrobiłaś dobrze. - mówi wypuszczając powietrze.
- Czemu?
- Po prostu - posyła jej uśmiech.
- No powiedz.
- To wszystko jest chore.
- Tak wiem.
- Kiedy wracasz?
- Za dwa dni.
- Sprzedaj spa, ja go nie chce.
- Może wrócę. Zajmij się tym.
- Wiesz że mam do tego dwie lewe ręce.
- Poproś kogoś o pomoc.
- jak ci tam jest? - siadają.
- W porządku. Też tęsknię.
- Spróbowałabyś nie. - trąca ja ramieniem.
Cicho się śmieje. Przytula ją.
Siedzą w tym miejscu bardzo długo. Rozmawiają i nie mogą się rozstać. Demi jedzie do motelu. Bierze kilka rzeczy z torby i idzie pod prysznic. Myje swoje włosy i ciało. Czuje się lepiej po spotkaniu z przyjaciółką. Po kilkunastu minutach wychodzi z łazienki.
Składa brudne rzeczy i kładzie sie do łóżka.
Zmęczona patrzy w sufit. Jej życie jest pogmatwane. Zamyka oczy i po chwili zasypia. Zjada kanapkę i wypija herbatę. Jedzie do banku wpłacić kolejną ratę.
Dopiero w budynku zdejmuje słuchawki. Podchodzi do kasy i reguluje należność.
Pożyczka nie jest duża. Da radę ..Mało jej zostaje, ale da radę. Żegna się i wychodzi. Zakłada okulary i słuchawki idąc przed siebie. Dociera szybko do motelu. Nie chce się tu pokazywać.
Siedzi na podłodze w pokoju i maluje paznokcie. Louis wpada do domu Harry'ego zdyszany. - Mam zabezpieczenia banku. Wchodzisz?
- Jasne - mówi kompletnie go nie słuchając.
- Harry!
- czego?
- Zbieraj dupe. To ten bank co ona ma kredyt
- Nie tykamy się niczego co ma z nią jakikolwiek związek.
- Oj chodź. Kasa się liczy.
- To idź.
- A ty ze mną - ciągnie go za koszulę i wyprowadza z domu. - Ulala jaka laska. - widzi dziewczynę idącą chodnikiem w okularach, czarnych spodniach, białym topie i kurtce skórzanej.
- Dawaj, miałeś sob.. - milknie rozpoznając tę właśnie dziewczynę.
- Właśnie mam taki zamiar.
- Stój, ani sie waż.
- a tobie o co chodzi?
- Ta jest moja.- ciągnie go w przeciwnym kierunku.
- Od kiedy?
- Od jakiegoś czasu.
- Szybko się pocieszasz. Szybciej. Bo zmienia kody
- Niech zmieniają.. - patrzy jak Demi sie oddala.
Louis staje w pół kroku.
- Słońce ci zaszło?
- Zachodzi.
- Ja tam bym biegł. Ty to zawsze ofiara losu jesteś - Louis jako jedyny mówi szczerze co myśli.
- Idziemy..
- Zdecydujesz się w końcu? - wzdycha i rusza.
- Gościu wybrała jasne?
- Czy jej decyzję mają mieć wpływ na twoje?
- Idziemy powiedziałem. - przyspiesza i urywa temat.
- Idziemy powiedziałem, idziemy - Louis mówi pod nosem robiąc głupie miny.
ten wali go w łeb i wsiada do auta. Jadą do banku. Stoją obserwując, aż każdy prawie opuszcza budynek.
Idę się uczyć ruskiego, a wy komentujcie :)
Zapraszamy na nowe opowiadanie http://exchange-fanfiction.blogspot.com/
Subskrybuj:
Posty (Atom)









