piątek, 16 maja 2014

12. 4:30.

Music
-Myślę, że mógłbym cię uszczęśliwić.
- A co? Wychodzisz?
~*~`
Sylwester
Jeszcze cztery godziny do Nowego Roku. Demi chodzi po ulicach Londynu.
Jest głośno i wesoło dookoła. Z zainteresowaniem wszystko obserwuje. Idzie na plac gdzie jest centrum zabawy. Staje gdzieś w tyle i patrzy na telebimy. Słucha muzyki wykonywanej przez piosenkarzy.
- W woli ścisłości. Mam ci nie dawać spokoju?- słyszy przy uchu czując ręce na biodrach.
- Wystraszyłeś mnie - mówi uspokajając oddech. - Chyba.
- Lubisz takie rzeczy?
- Jakie?
- Jak ta zabawa. Fajerwerki i te sprawy.
Przygląda się scenie. Zmienili artystę. Kobieta w meksykańskiej sukni śpiewała tańcząc.
- Czasem można popatrzeć. Nie lubię, ale nudziło mi się.
- Rozumiem.
- Co tu robisz? - robi krok w przód i staje na palcach, bo ktoś jej zasłania.
- Nudziło mi się. - mówi śmiejąc się. - Chcesz na barana?
- Śmiej się śmiej, ale to nie ja mam prawie dwa metry - mówi siedząc na jego ramionach. - Jak mnie znalazłeś? Mam jakiś nadajnik?
- Wszczepiłem gdy spałaś.
- Poważnie pytam.
- To mówię.
- Jasne - przygląda się scenie.
- Masz łaskotki?- słyszy chwilę później.
Pochyla się nad jego uchem.
- A znasz odpowiedź?
- Nie.
- Mam.
- Duże?- uśmiecha się do niej.
Pochyla głowę tak, że widzi go do góry nogami, ale patrzy mu w oczy.
- nie powiem ci.
- To sprawdzę.
- Nie możesz. Mnie się nie tyka.
- Zależy kto.- mruga do niej.
- Oglądaj - prostuje się i patrzy przed siebie.
Razem witają nowy rok. Fajerwerki i te sprawy. Demi jest zmęczona tym wieczorem i wlecze się w stronę domu.
Harry prawie całą drogę jej dogryza śmiejąc się.
Kładzie mu rękę na ustach i tak idzie.
Ten schyla się i przewiesza ją sobie przez ramię.
Nawet nie protestuje. Zwisa głową w dół i zamyka oczy śpiewając coś.
- Fałsz słońce. Postaraj się.
- Znalazł się muzyk.
- No przecież wyjesz.
Wali go w plecy ręką.
- We’re Slavic girls We know how to use our charming beauty
- No chyba nie bardzo.
- A co? Brytyjki lepsze?
- Różnie, ale wy nie umiecie tego pokazać, użyć.
- A ja nie jestem Brytyjką - śmieje się machając nogami.
- A ja o tym wiem.
- Dale a tu cuerpo alegria a Macarena. Que tu cuerpo es pa' dale alegria y cosa buena. Dale a tu cuerpo alegria a Macarena. - rytmicznie stuka palcami o plecy bruneta.
- Zlituj się - klepie ją w tyłek.
- Dobra, nie odezwę się do ciebie. Nawet jak będziesz prosił. Nie odezwę się. No nic nie powiem.
- To znowu dostaniesz
Nie odpowiada. Ręce ma założone na klatce i podziwia chodnik.
Wchodzi do domu i odstawia dziewczynę.
- Dziękuję - zdejmuje szpilki i sukienkę w salonie.
 W bieliźnie idzie do kuchni zrobić coś do picia.
- Źle robisz testując moją wytrzymałość.
- Nie wiem co tu jeszcze robisz.
- Teraz nie wiem czy wyjść.
- Kanapę przetestowałeś. - Kończy robienie herbaty i idzie do sypialni.
- Słońce zagalopowujesz się.
- To mój dom. W twoim Bede potulna.
- Twój dom, nie przeczę, ale mówisz do mnie.
- Dobranoc .- gasi światło i przebiera się.
Harry nic już nie mówi tylko zasypia.
Demi wychodzi nad ranem z pokoju. Siedzi na fotelu i go rysuje.
Ten śpi na brzuchu twarzą do niej. Też sobie wybrał pozycję...Ale udaje jej się narysować. Styles budzi się jakąś godzinę później
Dziewczyna chwyta blok i szybko idzie do pokoju.
Mężczyzna wstaje i idzie do kuchni.
Robi śniadanie. Przynajmniej to umie. Demi bierze ubrania i idzie pod prysznic. Naga stoi pod strumieniami wody. Patrzy na swoje ciało. Powinna zacząć się doceniać. Opiera się o kafelki. Kładzie dłoń na brzuchu i delikatnie przesuwa niżej. Cofa rękę zawstydzona. No, ale jest tu tylko ona...
Ponawia ruch. Rozsuwa bardziej uda, aby jej dłoń mogła zbadać jej własną kobiecość. Robi to pewnie, zarumieniona. Zagryza wargę ruszając śmielej dłonią. Uczucie jest na tyle przyjemne, że tego nie przerywa. Już po kilku minutach jej nogi drżą, a ona głęboko oddycha próbując dojść do siebie. Głuchy jęk wyrywa się z jej ust. Jeszcze chwilę stoi pod wodą, po czym wychodzi otulając się ręcznikiem. Suszy włosy i ubiera czyste rzeczy. Gotowa opuszcza łazienkę. Harry siedzi przy stole pogrążony w myślach.
- Cześć - Demi wchodzi pocierając zaczerwienione policzki.
- Wyglądasz jakbyś miała gorączkę.
- No...O kanapki.
- Demi zmierz temperaturę.
- Nic mi nie jest.
- Jesteś rozpalona. Nie będę znowu zapieprzał w ostatniej chwili.
- bralam prysznic.
- Więc nie możesz mieć gorączki?
- Nie mam gorączki! - siada na krześle szybko jedząc.
- Nie drzyj się. Dałaś już pokaz. - wstaje. - Było słychać bardzo wyraźnie, zwłaszcza jeśli ktoś się przysłuchiwał. - puszcza jej oczko i wychodzi z kuchni do holu.
- Kretyn...- mówi do siebie i kończy śniadanie.
Czuje lekkie zażenowanie ale stara się ignorować to uczucie. Wychodzi z domu i idzie do salonu. Sprząta w nim. Zastanawia się nad remontem skoro i tak będzie mogła otworzyć w lutym to ma trochę czasu.
Przegląda katalogi wnętrz takich miejsc. Wybiera konkretne. Podoba jej się. Jest eleganckie, ale nie sztywne. Wchodzi na stronę banku i sprawdza najoszczędniejsze oferty kredytu. Wyświetla jej się wiele stron. W końcu udaje jej się wybrać odpowiednią okazję. Umawia się na spotkanie. Odkłada laptopa i otwiera okno. Wyjmuje z kieszeni papierosy, które podpierniczyła Harry’emu. Można spróbować… Odpala jednego i zaciąga się. Po chwili dusi się i kaszle. Nie, to chyba nie jest dla niej. Rezygnuje. O odpowiedniej godzinie jedzie do banku. Rozmowa przebiega pomyślnie. Jednak Demi na razie nic nie podpisuje. Z umowami wraca spacerem do domu. Czyta, ale uważa jak idzie.
Na klatce spotyka Liama.
- Cześć - mówi i otwiera drzwi.
- Cześć. - znosi kolejne pudła.
- Co ty robisz?
- Znosi rzeczy - mówi Amanda wychodząc do nich. - Demi to zły pomysł.
- Lepszego nie znalazłam. Chyba, że wyjadę na Alaskę i będę się chować.
- Zostańmy tu.
- Ale ja się boję.
- Jego powinnaś się bać.
- Jego też się boję. Ale jak będę słuchać to mnie obroni.
- Tego chcesz?
Siada na schodach chowając twarz w dłoniach.
- To głupie, ale ja czuję jakieś przywiązanie
- Do niego?- dziewczyna siada obok niej.
- Nie wiem... Wiem, wiem to okropnie głupie. Ale czuję, że go potrzebuję.
- To jest głupie. Prawie tak jak on.
- Ja też jestem głupia.
- Wcale nie - przytula ją.
- Może się dogadamy...
- Wątpię. Obyś nie żałow..
- Amanda umówiłem się z Niallem.
- Bedę załować - mówi Demi i wstają.
- Mała..- mówi blondynka przestępując z nogi na nogę.
- Ucieczki mam opanowane jak coś.
- Do zobaczenia - całuje ją w policzek i biegnie do lekko zdenerwowanego już Liama.
Demi wchodzi do mieszkania. Dalej czyta umowę.
Harry siedzi na podłodze majstrując coś przy stole. Wygląda jak mały chłopak z zabawką.
Bierze kolejną śrubkę i wkręca ją w odpowiednie miejsce.
- Co tam masz?- przenosi na nią wzrok.
- Kartki.
- Kartki?
- Dokumenty – idzie do kuchni.
- Jakie dokumenty Demi?- kiedy używa jej imienia to znaczy że zaczyna się denerwować.
- Umowa.
- Co za umowa?
- Kredytu.
- Mówiłem ci coś na ten temat.
- Nie wiem co mówiłeś. Robię remont i biorę kredyt.
- Dam ci pieniądze. - idzie do niej.
- Nie chcę.
- Nie pytałem.
- Nie wezmę
- Weźmiesz kredyt ja go będę spłacał. To mało opłacalne.
- Nie będziesz nic spłacał - patrzy na niego.
- Demi nie wkurwiaj mnie.
Wystawia rekę.
- Ja będę płacił. Inaczej żadnego remontu nie będzie. - drze papiery zostawiając na stole monetę.
- Nie masz prawa za to decydować.
- Założysz się?
- Tak. Zarabiam.
- Obecnie nie.
- Ale będe.
- To się okaże.
- Przestań! Nie chcę twoich ukradzionych pieniędzy.
- Nie pyta czy chcesz - powtarza.
- A no i ja próbuję zarabiać, a ty idziesz na łatwiznę. - wychodzi z kuchni zła. Wybiega z domu i kieruje się do banku.
Harry wściekły uderza w ścianę przez co powstaje dziura. Demi siedzi przed bankowcem i daje mu dane. Oraz swoją kartę. Ten sprawdza jeszcze raz czy można przyznać jej kredyt. Przez stałe pobory a nawet własną działalność, chęć rozwijania z łatwością podpisują umowę. Oddycha z ulgą. Teraz jedzie do salonu i tam zajmuje się wszystkim co związane z remontem.

niedziela, 11 maja 2014

czwartek, 8 maja 2014

11. Skyfall.



~~*~~
Harry wychodzi z auta z torbą z prezentem i kieruje się do mieszkania Demi.
Dziewczyna chodzi boso po kuchni sprawdzając czy wszystko skończyła. Chyba tak. Bierze lek przeciwbólowy i idzie otworzyć drzwi.
- Wedle umowy jestem. - widzi bruneta.
Brunetka odsuwa się i wpuszcza go do środka. Cicho rozbrzmiewa w salonie Silence night.
Harry zdejmuje płacz i idą do salonu.
- Spędzałeś kiedyś święta tak?
- Jak miałem 11 lat.
- Czemu dotąd?
- Potem mieszkałem u wujka.
- Dlaczego?
- Wystarczył tydzień u niego na wakacjach. Żył tak beztrosko. Uciekałem do niego, aż w końcu zdenerwowany ojciec wywalił mnie za niewdzięczność. Pasowało mi to. Rodzice cały czas się kłócili, a ja miałem dość.
- Przynajmniej ich miałeś. No i wujka. Dobrze...- sięga po biały opłatek. Dzieli się nim z Harry'm. Nie składa życzeń czy innych takich ..Patrzy tylko na niego.
- Co mam ci powiedzieć?
- Nie każę ci nic mówić. Możemy milczeć - idzie do kuchni przynieść danie jakie udało jej się zrobić.
Jedzą rozmawiając bardzo luźno i wesoło.
- Dlaczego” słońce”?
- Czemu nie?
- To nie jest odpowiedź.
- Dobrze. Słońce jest stale. Zawsze wraca.
Chwilę zastawia się nad jego słowami.
- Masz rację. To usprawiedliwia moja decyzję
- Jeszcze jej nie znam.
- Powinieneś znać. Słońce wraca.
- Dobrze się zastanowiłaś?- chyba w głębi bał się tego wyboru.
- Może więcej łez tam wyleję i jestem tego pewna, ale boję się tu być. Wczoraj sąsiedzi mieli włamanie.
- Chcesz wrócić bo nie nasz innego wyjścia?
- Chcę wrócić bo choć trochę czuję się bezpieczna. Jeśli można to tak określić.
- Na pewno?
Kiwa lekko głową i idzie po prezent. Kupiła mu spodnie bo nie może patrzeć na przedarte na kolanach rurki .
Wymieniają się. Ona dostaje sukienkę. Krótszą niż inne które ma. Długi rękaw i płynąca złota nitka na bezowym kolorze.
- Dzięki - gdzież ona będzie ją nosić? Mimo wszystko uśmiecha się.
- Po prostu to sobie na tobie umiałem wyobrazić. Będziesz chciała to ubierzesz.
- Jasne. - śmiejąc się idzie po pierniki.
Każde coś opowiada gdy siedzą przy stole. W ogóle zachowują się inaczej. Chociaż dziewczyna  wie że to krótkotrwałe. Potem razem sprzątają przy późnej już godzinie.
Idą do salonu. WłączAją telewizor i oglądają Kevina
Harry stara się skupić na filmie. Dziewczyna ułożona na jego kolanach, zasypia. Mężczyzna patrzy na nią z podziwem. Policzki ma zakryte włosami i spokojnie oddycha. Harry delikatnie przejeżdża palcami po jej ramieniu. Ciało Demi od razu się spina, ale po chwili rozluźnia. Dalej śpi podkładając dłonie pod policzek. Ten wkłada jedną rękę pod jej kolana , drugą pod głowę i niesie do sypialni.
Układa ją na łóżku. Zdejmuje jej buty i przykrywa. Upewnia się że śpi i wraca do salonu.
Przy pomocy nudnego filmu, zasypia na sofie. Demi widząc rano śpiącego Styles'a, po cichu przechodzi do łazienki. Ubiera czyste spodnie i białą koszulę, gdy jest odświeżona. Równie cicho idzie do kuchni. Robi śniadanie przy okazji sama jedząc. Naprawdę miło spędziła święta. Uśmiecha się pod nosem i prawie rozbija talerz gdy po odwróceniu się widzi stojącego w drzwiach Hazze.
Zamyka oczy i wypuszcza z ust powietrze. Jak człowiek może  się tak cicho skradać?
- Boli cię?
- Jak wezmę tabletkę to nie.
- Ale teraz
- Teraz nie.
- Dobrze - razem jedzą.
Demi zastanawia się nad swoją decyzją. Może nie będzie jej, aż tak bardzo żałować.
- Kiedy Amanda wraca?
- Po nowym roku.
- Kiedy mogę to sprzedać?
- To od ciebie zależy - zaczyna sprzątać.
- Kiedy chcesz.
- Obojętnie. Będę mogła pracować?
- Demi kiedy chcesz się przeprowadzić?
- Najpierw powiedz czy będę mogła pracować.
- Odpowiadaj.
Wzrusza ramionami biorąc ciastka.
- 5 stycznia. - odpowiada po chwili.
- Dobra.
- Będę mogła?
- Od lutego.
- Jak przeżyję.. - mówi do siebie i idzie do salonu.
Harry wieczorem wraca do siebie. Przychodzi do niego Louis i siedzą pijąc piwo albo coś mocniejszego. Planują, rozmawiają.

sobota, 3 maja 2014

10. Na zawsze

Cierpienie, gniotąc nas, człowieka zmienia w głaz. 

~Music~

Demi siedzi w salonie. Ma klientów co chwila. Ciągle pytają czemu jej tak długo nie było.
"urlop" odpowiada każdemu. Gdy już ma zamykać wpadają jacyś mężczyżni. Żadnego nie zna. Ubrani w czarne stroje. Jeden z nich zatyka jej usta i mocno trzyma. Reszta szuka pieniędzy. Demi wierci się i próbuje krzyczeć. Jest przerażona. Kopie go nogą w piszczel i wyrywa. Próbuje dobiec do drzwi, ale drugi ją łapię i rzuca o ścianę. Słyszy kroki i rozmowy na korytarzu. Amanda! Ona to ma dar. Na szczęście dziewczyna słyszy też Liama.
- Pomocy! - krzyczy zanim dostaje w brzuch nogą.
Drzwi się otwierają a w nich stoi słyszany przez nią mężczyzna z bronią. Strzela w jednego z nich. Tylko, że tych jest trzech. Jeden z nich trzyma dziewczynę.
- Zabije ją - grozi .
- Puść.
- Zostaw broń na podłodze.
Liam powoli odkłada broń widzą na korytarzu Harrego z Zaynem. Demi patrzy na to wszystko przerażona. Mężczyzna mocno trzyma ją za włosy. Nie czuje już bólu. Złodzieje zabierają to po co tu przyszli. Liam pokazuje na palcach ilu ich jest. Harry kiwa głową i daje znać chłopakowi. Zayn rzuca pistolet Liamowi który od razu strzela a Harry zaraz po nim celuje w drugiego.  No i cała trójka pada martwa na podłogę salonu. Demi też ląduje na ziemi.
Oddycha głęboko i szybko. Harry podbiega i kuca przy niej.
- Już? - pyta go cicho.
- Już słońce..
Obolała próbuje usiąść.
Mężczyzna pomaga jej. Potem bierze na ręce i niesie do auta. Wsadza i patrzy na nią.
- Jest w porządku słyszysz. Wszystko jest w porządku. - odgarnia jej włosy.
Nadal jest przestraszona. Gdyby oni nie przyszli ...Jej warga drży. - Boli..
- Co słońce? Demi co cię boli?
Ciągle na niego patrząc podnosi bluzkę. Przenosi nieobecny wzrok na złamane żebro.
- Kurwa.. Pojedziemy do lekarza. Pokażesz mu to? Skołuje kobietę. Dobra?
- Jesteś zły?
- Demi odpowiadaj.
- Pokażę..
Zamyka drzwi i wsiada do środka. Szybko ale uważnie jedzie do szpitala. Demi zamyka oczy bardzo śnięta.
 - Harry fale ...- mówi i uśmiecha się. Zaczyna zasypiać.
- Ej Demi.. - ten nią telepie. - Opowiedz mi o...farbach do włosów. Chce się przefarbować.
- Nie ładnie ci będzie...
- Dlaczego?- udaje oburzenie.
- Tak ci bardzo ładnie... Jak bierzesz je na żel - mruczy ledwo podnosząc powieki.
- Ale mi się skończył. Jaki jest najlepszy?
- Lepsza jest pasta do włosów.
- Do zębów?
- Nie - śmieje się a potem jęczy z bólu.- Specjalna pasta układająca włosy w nieładzie .
- Tylko w niedzielę? To nie jest specjalna jak tylko w niedzielę je układa - parkuje pod szpitalem
- Jestem półprzytomna, ale wiem co mó...- odpływa.
Bierze ją na ręce i niesie do środka. Wymyśla wypadek i szybko się nią zajmują. Stoi na korytarzu, gdy ma operacje.
Nerwowo raz siada a już za chwilę wstaje i tak ciągle. Do szpitala przyjeżdża Amanda i Liam.
- Sprzątnęliście?
- Wszystko.
- Dobrze. Będziesz musiała teraz się nią zająć. 24 godziny na dobę.
- Sama.na to wpadlam - warczy. - To twoja wina.
- moja?
- Tak debilu. - Nawet Liam nie umie jej uspokoić.
- Nic złego nie zrobiłem - mówi przez zęby.
- Masz wrogów! Nie pomyślałeś, że ludzie Ethana będą się mścić?
- Użyje ciebie jako przynęty i zobaczę
Harry dostaje w twarz.
Przypiera dziewczyne mocno do ściany.
- Złamałbym ci tę dłoń ale musisz jej użyć do pomocy Demi.
- Od kiedy ci tak na niej zależy ?!
- Zamknij się. Amanda daj mi się polubić, tak będzie łatwiej.
Prycha mu w twarz.
- Nie wiem co on w tobie widzi - coraz mocniej ściska jej ramię.
- Puść ją - Liam go odpycha. Demi przewożą na zwykłą salę.
Harry łapie lekarza.
- Wszystko dobrze?
- W miarę. Płuco.usunęło się trochę.
- Co teraz?
- Poleży tydzień i może wyjść. Ma się nie przemęczać. Leżeć.
- Będzie.
- Jest przytomna. Może pan wejść.
Bez słowa zawraca i wchodzi na salę. Demi siedzi skrzywiona. Igły w jej rękach. Blee.
- Będziesz tu około tygodnia.
- Harry? Dziękuję. Gdybyście nie przyszli ...Wisisz mi 10 centów.
- Zamknij się Demi. Leżysz i nic nie mówisz. Chyba że jakieś pytanie. Jest jakieś?
- Oddasz mi 10 centów?
- Jak wyjdziesz.
- No dobra - mówi. Po kilku minutach zsuwa się z łóżka.
- Co ty robisz?
Krzywiąc się z bólu razem.z kroplówką idzie do toalety. Harry robi dosłownie za jej cień, a do ubikacji karze iść Amandzie. Robi siusiu i myje ręce. Patrzy na swoją poobijaną twarz.
- Zajmę się tobą w domu. Spokojnie. Będę super pielęgniarką.- słyszy
- Nie musisz.
- Przecież wiesz że to zrobię.
- Nic mi nie jest. - obmywa wargę.
- Całowałaś się z nim? - pyta zmieniając temat.
- Czemu pytasz?
- No powiedz
- Pocałował mnie..
- Oddałaś pocałunek?
- On jest inny..
- Mów, opowiadaj. - bierze proszki przeciwbólowe .
- wtedy na samym początku mówił tyle ohydnych rzeczy...
- Zrobił ci coś? - patrzy na nią. Toaleta jest ciasna, ale stoją w niej.
- Musiałam się myć przy nim, ale mogłam w bieliźnie. Jego wzrok był dziwny, wcale nie obcy.
- A teraz jak jest?
- Wiem że jest zły, ale uwielbiam go.
Uśmiecha się do niej. Po pół godzinie rozmowy wychodzą. Tym razem Styles się nie patyczkuje i zanosi dziewczynę do łóżka.
- Wiesz, że mam nogi?
- Bardzo ładne z resztą.
- Lubię na nich chodzić - kładzie ją. Przytula się do poduszki.
- Śpij słońce.
- A będziesz?
- A mam być?
- Będę się bać..
- Nie dotknę cię - zarzeka się.
- Dlatego zostań.
- Śpij - siada na krześle.
Kręci głową. Przesuwa się na łóżku i podnosi kołdrę.
- Demi ja nie mogę.
- Jak zasnę to wrócisz na krzesło skoro nie możesz.
- Tak nie zaśniesz?
- Zadam pytanie, bo inaczej nie zrozumie.- mówi do siebie. - Mógłbyś położyć się obok?
- Nie mogę już mówiłem, ale to zrobię..- zajmuje wyznaczone miejsce - ..bo zaczynasz słuchać.
- Skomplikowany tok myślenia. - mruczy zamykając oczy.
- Śpij słońce - powtarza.
Ta bardzo grzecznie słucha. Odpływa. Tak jak było ustalone Demi wychodzi po tygodniu.
Od razu kolejnego dnia chce iść do pracy.
- Masz leżeć - upomina ją chłopak ubierając na siebie kurtkę.
- Cały tydzień leżałam.
- Leż. - mówi mniej spokojnie.
- No, ale ja muszę tam iść...- mówi smutno i siada ma fotelu
- Bo?
- Mam umówionych klientów .
- Blondynka odwołała.
- Gdzie idziesz?
- Do domu. Nie jestem tu potrzebny. Miałem dać ci spokój, ale ciągle coś odwalasz.
- To nie moja wina, że mnie chcieli okraść.
- Nie twoja, nie.
Wstaje i przechodzi na kanapę. Teraz jest wyższa. Zakłada ręce na biodra zagryzając wargę. - Dobra. To sobie idź. - mówi obrażona. - Tylko masz przyjść za dwa dni bo będzie Wigilia.
- Nie szarżuj tak, nie wolno ci.
- Słuchaj co mówię.
- Święta nie są dla mnie.
- Zauważyłam, wiem jaki jesteś. Ale święta to nie tylko Bóg. Czas spędzony razem
- Więc spędzaj go sobie razem z innymi
- Nie mam z kim. Nikogo nie będzie.
- Amanda, Liam. Są tu bo mi mówił.
- Nie. Mandy jedzie do rodziców do Liverpoolu. Dziś dzwonili.
- Jedź z nią. Jesteście jak siostry.
- Tam i tak będzie dużo osób - chodzi po kanapie.- Dobra. Nie ważne
Cześć - macha mu i idzie do kuchni.
- Coś za coś - mówi wkładając do kieszeni telefon.
- Co? - wygląda do niego.
- Masz się ślicznie ubrać jak wtedy i powiedzieć mi co da ci chociaż trochę poczucia bezpieczeństwa. Masz dwa dni żeby się zastanowić. Więc?
- Mogę ci odpowiedzieć nawet teraz - wzrusza ramionami. - Jak będziesz ze mną.mieszkal. Bo wiem jaki jesteś i wiem., że umiesz obronić.
Chłopak stoi jak wmurowany. Uciekała od niego, bała się, nienawidziła.
- Przecież tu zawsze ktoś jest.
- Amanda, nie wie co to paralizator. Drzwi można wyłamać za drugim kopnieciem mężczyzny.
- Liam praktycznie tu mieszka. - chłopak wie jak to się może skończyć.
- Tym masz dom "azyl". Widziałam te wszystkie blokady, telewizor pokazuje ekrany z kamer. Są jakieś dziwne przejścia i stalowe, zasuwane pomieszczenie. Serce domu. I nie mówię że chcę w nim mieszkać. Po prostu ty masz prawo czuć się bezpiecznie bo umiesz to sobie zagwarantować.
- Nie będę tu mieszkał, a twój powrót do mnie wiąże się z paroma rzeczami.
Wzdycha.
- Domyślam się, ale nie oto mi chodzi. Tylko tobie może tak miało się powieść, a ja mam żyć i bać się?
- Chce sprawić żebyś się nie bała.
- Dlaczego?
- Bo to głupie.
- Co jest głupie
- Demi skończ temat.
- Kazałeś zadawać pytania - wyjmuje z torebki portfel. Wsuwa mu do kieszeni tyle ile wydała na buty i idzie robić obiad.
Kładzie je ma stole. Idzie do niej i odwraca w swoją stronę.
- Przyjdę a ty masz przygotować odpowiedź. Umowa stoi?
- Już ci odpowiedziałam.
- A ja dalej jej nie znam.
- Nie słuchasz.
- Co mogę zrobić?
- Dlaczego tu nie zamieszkasz?
- To nie jest mój "azyl" słońce.
- Mój też.
- Gorąco mi sie robi. Odpowiedz na pytanie.
- Z czym wiąże się mieszkanie z  tobą ?
- Wrócą zasady. Mogę krzyknąć. Będę się starał nie, ale mogę wywołać u ciebie łzy.
- Nic nowego. - wzdycha.
- Nie wystarczy "stop, chce wyjść"
- Dobra Harry wiem. Masz swoje dziwne urojenia i nic nie poradzimy .
- Będziesz słuchać, będzie dobrze.
- Weź pieniądze.
- Nie. Jakaś decyzja? Nie musisz teraz.
- Powiem ci za dwa dni. Weź, bo są twoje.
- Buty to prezent. - mówi i wychodzi.
Dziewczyna kończy jeść obiad i wychodzi do centrum. Chce kupić sukienkę i prezent Harry'emu. Jest jaki jest ale to święta.

Nowy Ty Nowa Ja


http://new-styles-fanfiction.blogspot.com/


Rozdział dziś.

czwartek, 1 maja 2014

9. Story of my life.


~*~
Demi wychodzi z mieszkania dość wcześnie. Idzie pod SPA. Jej auto nadal tu stoi.
Wchodzi na górę i otwiera gabinet kluczami które już jakiś czas temu dał jej Harry. siedzi na krześle obracając się. Wychodzi po godzinie. Nie wie co zrobić z tym miejscem. Idzie do sklepu. Nie ma pieniędzy. Ogląda wystawy.
Gdy widzi śliczne buty jest na siebie zła że nie wzięła karty od Hazzy.
Wzdycha zrezygnowana. Spaceruje po centrum handlowym kolejne godziny. Zapomniała co to kosmetyki i sukienki. Włosy wiecznie ma związane, a na sobie szare dresowe spodnie i duże koszulki. Bardzo lubi nowe mieszkanie choć ciągle jest w nim Liam lub Niall no i czasem Styles. Siada w parku i ogląda bawiące się dzieci. Są bezpieczne wśród rodziców. Ona nigdy ich nie miała. Nigdy nie była bezpieczna.
Bezpieczeństwo jest jej zupełnie obce. Cały czas musiała się bać. Siada obok niej chłopak. Ten od tira. Chyba tak.
- Oddałabym, ale nie mam.
- Daj spokój. Mam nadzieję że się przydały.
- Szczerze? Nie.
- Jestem Travis. - podaje jej rękę.
- Caroline Demi - podaje mu swoją.
- mogę pomóc?
Kręci głową.
- W uczuciach nie da się pomóc.
- Zdradził?
Powtórnie kręci głową.
- Nie zdradził.
- Nie drążę.
Patrzy w niebo, a potem na chłopaka.
- Jesteście trudni w obsłudze.
- Przy was? W życiu.
- Jak to? Jesteście. I macie wadę. Gdy coś nie idzie po waszej myśli, denerwujecie się.
- Zazwyczaj tak wła..- przerywa im telefon dziewczyny.
- Przepraszam - mówi speszona i odbiera komórkę. - Tak?
- Kto to jest?
- Co? - marszczy brwi.
- Kim jest ten gość?
- Skąd ty... - rozgląda się, ale nie dostrzega Harry'ego. Patrzy na Travisa. - Ko...kolega.
- Chcesz z nim gadać?
- Nic mi nie zrobi. Ale ja już idę do domu.
- Oddaj mu to co ci pożyczył.
- Skąd wiesz, że coś mi pożyczył i nie mam pieniędzy.
- Masz w tylnej kieszeni. 7,5 euro jest jego.
Przytrzymuje telefon przy ramieniu i sięga do kieszeni, aby wyjąć.
- Proszę..
- Wracasz na nogach czy ze mną?
- Nie wiem nawet gdzie stoisz.
- To nie przeszkadza w odpowiedzi.
- Z tobą.
- Jak miło - słyszy zmianę w jego głosie. - Jestem Harry. - widzi rękę mężczyzny skierowaną w stronę Travisa.
Blondyn nieco zaskoczony wstaje i wita się ze Styles'em.
- Travis.
- Dzięki za pomoc.
- Będę szedł. Trzymaj się - przytula ją.
- Skończ. - delikatnie zostaje odepchnięty przez Stylesa. - Lubię cię jak na razie więc tego nie psuj.
- Pa - dziewczyna pociera ramiona i mu macha.
- No słońce idziemy.
Idą w kierunku auta Harry'ego. Mężczyzna otwiera jej.drzwi i rusza po chwili.
Demi przygląda się swoim paznokciom. Zdecydowanie postanawia je dziś pomalować.
- Przeszkodziłem ci?
- W czym? - pyta zdezorientowana. - Aa... przypadkowo go spotkałam. - wzrusza ramionami.
- Czy przeszkodziłem ci w dniu?
- No nie - tłumaczy mu. - Chodziłam tak o.
- Dałem wybór. Nie musiałaś ze mną jechać. Robisz to bo chciałaś.
- Nie tłumacz mi tego. - odpowiada patrząc na niego. - Wiem co chciałam.
- Dobrze że to jest jasne.
- Stój - mówi gdy przejeżdża obok centrum handlowego. - Proszę.
Staje i patrzy na nią.
- Ponieważ...- wyłamuje sobie palce nie wiedząc jak dobrze sformułować prośbę.
- Zostaw. - łapie jej dłonie.
- Bo..ja chcę coś kupić, ale nie mam pieniędzy...- nie wyrywa się.
- Zgubiłaś kartę?
- W ogóle jej nie wzięłam.
- Mogłem się domyślić. 4601 - daje jej kartę.
- Dzięki...- wysiada prawie się wywracając.
- Czekać na ciebie?
- Nie będzie mnie dziesięć minut.
- To nie jest odpowiedź dziewczyno.
Wznosi oczy do nieba, ale w ciąż jest spokojna.
- Tak, proszę poczekaj.
- Idź. - opiera się o fotel.
Poprawia koszulę i kucyka. Wchodzi do sklepu. Świetnie, kupuje buty których i tak pewnie nie założy. Wracają w końcu do mieszkania. Dziękuje mu i zamyka się w sypialni. Amandy i Liama dzisiaj nie ma. Dziewczyna napuszcza wody do wanny i rozbiera się. Wchodzi do środka zanurzając się po szyję.
- Weź się w garść...jesteś dziewczyną - mówi do siebie. Sięga po kosmetyczkę.
Sprawdza jej zawartość i myśli co jej się przyda. Najpierw pielęgnuje swoje ciało. Zapomniała nawet, że ma balsamy i masło kakaowe. Uśmiecha się czując zapach tego wszystkiego. Wychodzi z wanny po całej godzinie. Siada na jej brzegu i bierze czerwony lakier. Maluje wszystkie paznokcie. Czeka, aż lakier wyschnie susząc swoje włosy. Sięga po bieliznę i ubiera ją. Dokładnie przegląda się w lustrze. Jest jak kiedyś. Przejeżdża palcami po koronce. Niech chociaż dla siebie będzie ładna.  Może rzeczywiście można było jej pomóc chociażby w jak to powiedział Harry jakiś chory i popieprzony sposób.
Może go zapyta. Wychodzi z łazienki nie mając w niej ubrań.
- Już się mia...co tak paradujesz?- mężczyzna przełyka widocznie śline.
Demi robi się czerwona.
- Nie wzięłam ubrań - podchodzi do szafy.
- Prześcieradło umiesz spod dorosłego faceta wyciągnąć, a teraz brak ubrań to kłopot?
- Ale nie jestem naga. A wtedy byłam. To inna sprawa - wyciąga sukienkę.
- Niech będzie. Jest lepiej - mówi widząc co dziewczyna ubiera.
- Nie pasuje... - przegląda się w lustrze. - Za grubo.
- Za grubo?
- Dziewczyny z nadwagą, nie powinny chodzić w sukienkach. Na pewno nie ja.
- Nie mów tak.
Poprawia sukienkę rękoma. Sięga jej do pół uda. Zakłada kupione buty.
- Jesteś piękna.
Patrzy na mężczyznę zaskoczona jego komplementem. No bo kto jej to mówił? Zasłania czerwone policzki włosami.
- Zawsze byłaś. Teraz tylko komponujesz to z zasłużoną oprawą.
- Dobra, lepiej to zdejmę - mówi cicho szukając czegoś w szafie. Sama nie wie czego.
- Niby po co? Jest świetnie.
- I co? Mam tak po domu chodzić?
- Nie wiem Demi. Jak chcesz..
Siada zrezygnowana na łóżku.
- Lepiej mi powiedz jaki to sposób.
- Na co?
- Na pomoc.
- Pom... zapomnij. Psycholog. Jedno słowo i od razu masz wizytę.
- Obcy człowiek wysłuchujący moich problemów. Zjesz kolację>
- A zjesz ze mną?
- Tak - pstryka palcami.
- Jeśli chcesz możemy wyjść na kolację.  decyzji należy do ciebie.
- Nie, nie wychodźmy. Proszę. - podnosi się z łóżka, omija Harry'ego i idzie do kuchni.
- Pomóc?- wstaje za nią.
- Umiesz gotować?
- Nie bardzo - drapie się po karku.
Ta się uśmiecha i kręci głową.
- To poczekaj.
- No dobra. - siada przy wyspie i ją obserwuje.
Krąży po kuchni gotując im kolację.
- Jak ci się tu mieszka?
- No... Może być. - odpowiada.
- Jeśli wolisz dom lub inne miejsce mów.
- Nie jestem wymagająca.
- Powiedz jeśli chcesz. To żaden problem.
- Jest dobrze. Po prostu i tak nie czuję się bezpiecznie. Lubisz pomidory?
- Dałbym ci ochronę, ale nie chcesz jakiś mężczyzn. Co mogę zrobić?- ignoruje jej pytanie.
- Gdybym wiedziała... Nie wiem co to bezpieczeństwo - kroi warzywa.
Harry’ego szlak trafia na swoją bezradność. Dziewczyna już nic nie mówi. Wyjmuje talerze i kończy kolację. Podaje do stołu.
Siadają i jedzą. Oboje spokojnie zajmują się swoimi myślami. Demi je pomału, w pewnym momencie przyglądając się tylko brunetowi.
 - Mam udać że nie widzę?- słyszy.
Budzi się z transu.
- Czemu nie masz dziewczyny?
- Tyle ile mi trzeba było miałem.
- No dobra.
- Wiesz jak to wygląda od środka. Łatwo się denerwuje.
- Ale nadajesz się na chłopaka.
- Jestem wymagający i wybredny, ale słowny o czym też się przekonałaś.
- Też prawda - kończy posiłek. - Ale przystojny i mądry...No czasem.
- W przeciwieństwie do ciebie znam swoją wartość.
- Ja nie mam żadnej wartości, od tego trzeba zacząć.
- Demi, bo zjebiesz to wszystko…
Wystawia do niego otwartą rękę. Fajnie, że chociaż jej jednej zasady się trzyma.
- Może jakiś abonament wykupie?- daje jej monetę.
Zaczyna się śmiać i sprząta po kolacji.  Tym razem mężczyzna jej pomaga.
Idą do salonu.
- Wrócę za godzinę. - Demi ubiera płaszcz.
- Jest późno... Poza tym będę już szedł.
- Szkoda. - schodzą na dół. Patrzy jak wsiada do auta.
- Demi gdzie ty chcesz iść?- krzywi się.
- W kościele grają koncert.
- Mogę cię zawieść?
- Przecież jedziesz tam - pokazuje ręką na drugą stronę. - A ja tam - teraz za siebie.
- To nie jest problem.
Kiwa głową. Wsiadają do auta.
- Zaczekam. - dziewczyna wychodzi
Idzie do środka. Siada na ławce. nie ma mszy, ale piękny chór śpiewa.
Bardzo jej się podoba.
Wychodzi.po mniej niż godzinie. Harry czeka jak mówił. Dziewczyna idzie ostrożnie, bo jest ciemno a ona jest w szpilkach.
Wchodzi do auta, a chłopak rusza.
Odwozi ją do mieszkania.
- Dobranoc.
- Dziękuję. Cześć - idzie na górę.
Harry wraca do siebie. Zdejmuje koszule, bierze piwo i idzie do salonu. Staję opierając się o okno i patrzy przez nie. Zaczyna padać i się błyskać. Niewzruszony ogląda to zjawisko.
Przeszkadza mu Zayn z Louisem. Ciągną za sobą jakąś skrzynię i stawiają ją w salonie.
- Brawo.
- Tu masz broń. A tu - Louis pokazuje na czarną teczkę. - 1/10 rezerw
- Jak Perrie?
- Chodzi na terapię...
- Chcecie?- pokazuję na piwo.
Biorą butelki i cały wieczór rozmawiają o kolejnej akcji.
- Muszę sobie kogoś znaleźć - mówi Louis.
- Głębokie myśli
- No to pójdę sobie do SPA.
- Louis..- Styles mówi ostrzegając.
- Tak kochanie?
- Ja ci w końcu wpierdole. - gadają jeszcze długo i odpływają.

wtorek, 29 kwietnia 2014

8.Czarne chmury.

Z facetami jak z drzwiami – jak nie pierdolniesz, to się nie zamkną!
- Chcesz coś?- rano przychodzi do pokoju Harry.
Ta siada na łóżku zdziwiona.
- Nie?
- Co tu robisz?
- Dalej nie umiesz po prostu odpowiedzieć?
- Chyba. Mogę wstać?
- Nie wkurwiaj mnie Demi, proszę.
- 10 centów. To mogę wstać?
- Jesteś u siebie. - rzuca koło niej monetę i wychodzi do salonu.
Demi idzie do łazienki. Wchodzi pod prysznic. Bardzo, bardzo długi prysznic bo mijają dwie godziny.
Mężczyzna robi jej śniadanie i czeka w kuchni. Demi siedzi przy stole i pije herbatę.
- Możesz przestać wymyślać głupoty?- słyszy.
- To było jednorazowo. Znalazłam to u ciebie w domu - wzrusza ramionami i je suchy chleb.
- Jesteś jak dziecko. Wszystko trzeba przed tobą chować.
- Czemu nie jesteś w Miami? - patrzy na niego.
- Nie jedziemy.
- Szybko zmieniasz decyzję - śmieje się.
Wstaje z krzesła i sprząta po śniadaniu. W jednej chwili chlapie chłopaka wodą.
Ten stara się to zignorować.
Ponawia to. Znów go moczy powstrzymując śmiech.
- Taki spięty...
Zaciska palce na butelce wody, wstaje i wylewa całą zawartość na nią.
- Widzę że czujesz się lepiej.
- Znacznie - wystawia mu język i odgarnia kosmyki włosów.
- Cudownie - wraca na krzesło.
- Gbur - mówi do siebie i zdejmuje bluzkę. Klęka na kafelkach zmywając podłogę. Akurat tyłem do Harry'ego.
- Nie przesadzaj Demi. Uważaj na słowa.
- Właściwie to co tu jeszcze robisz? Przebywasz z najbardziej irytującą osobą, której nie cierpisz. Nie widzę sensu - nie odrywa się od swojego zadania.
- Odbijało ci.
- Nadal będzie odbijać. - Otwiera okno i wychyla się.
- Ubierz się i uspokój - pociąga ją za spodnie.
Demi idzie się przebrać i wychodzi z mieszkania.
- Czekaj, czekaj.- łapie ją na klatce. - Gdzie idziesz?
- Nie wiem.
- Nie pójdziesz sama - wpycha ją do domu. - Dzwoń po Amandę.
- Pójdę sama. Sam powiedziałeś, że mogę robić co chce bo ciebie to nie obchodzi, bo dajesz mi spokój - mówi wolno jak do dziecka.
- Ale ty jesteś głupia. Dzwoń, albo zostajesz.
- Nie mam telefonu - przypomina mu i znów idzie do drzwi. Zamyka mu je przed nosem i schodzi na dół. Idzie bardzo powoli. Nie zna tej okolicy. Czy jest bezpieczna?
Po piętnastu minutach obok niej idzie Niall.
- Kolejny... - mruczy pod nosem.
- Spoko, ja jestem fajny.
- Wszyscy jesteście. Nie oto chodzi. Wczoraj mówił co innego, a dzisiaj mam ochronę.
- Bo nie chce żebyś sobie coś zrobiła.
- To nie jest jego sprawa. Wczoraj odpuścił. Nie powinno go to intereso... - zamiera widząc Ethana. Odwraca się i szybkim krokiem idzie w drugą stronę. PRzez łzy ledwo coś widzi.
- Ej.. Myślałem że idziemy na spacer.
- On tam jest, on tam jest...
- Kto?- dogania ją.
- On... - biegnie szybciej.
- No stój, wolniej. Mam dzwonić po Hazze czy mi powiesz?
- Uciekaj!
Horan łapie ja za nadgarstek i stają.
- Nic ci nie zrobi.
- Tego nie wiesz! Chcę do Harry'ego!
- Co?- dziwi się.
Widzi Ethana i znów chce biec.
- Chcę do Harry'ego!
- Dobra mała juz. - trzyma ją mocno. - Masz iść spokojnie, powoli. Jak gdyby nigdy nic. Jasne?
- Ale ja się boję...
- Po prostu mnie posłuchaj. - puszcza ją powoli.
Idzie za nim i ciągle się odwraca. Na następnym skrzyżowaniu blondyn wsadza ją  w auto. Dziewczyna siedzi zdenerwowana i zapłakana. Nie pozwala się dotknąć, gdy wysiadają. Pamięta jak ją bił...jak wyzywał i jak gwałcił.
- Już, jesteśmy - otwiera jej drzwi od mieszkania.
- A tam jest Harry? - pyta cicho, tak że tylko Niall słyszy.
- Jest.
- Harry?
- Hmm? – słyszy z sypialni.
Biegnie do niego. Przewraca go na łózko i przytula się. Cała drży.
- Co jest? Oddychaj słońce..- siada powoli z nią na kolanach.
Zamyka mocno oczy trzymając w piąstkach koszulę mężczyzny. Wchodzi Niall nieco zdziwiony.
- Zobaczyła Ethana i się wystraszyła.
- Mówił coś do niej? Zrobił coś?
Blondyn kręci głową, a Demi na sam dźwięk imienia Ethan spina się.
- Mówiła, że się boi i uciekała.
- Zadzwoń do Liama żeby przywiózł blondynę. No już kochanie, pięć minut i będzie Amanda - poprawia ją w swoich ramionach.
Niall za poleceniem wychodzi. Wyjmuje telefon i dzwoni do przyjaciela prosząc aby przywiózł Amandę.
Gdy ta przyjeżdża Harry zostawia je same i wychodzi do chłopaków.
- Dopilnujcie żeby nigdy więcej nie miała szansy go spotkać.
- Ethan, jest twoim wrogiem. Ale jeśli chcesz, to zajmiemy się tym.
- Gadał któryś z Zaynem lub Lou? Wiecie czy mają już Perrie?
- Tak. Odbili ją.
- Niech wrócą dopiero jutro.
- Czemu tak?
- wmówi się że wszyscy tam byliśmy podczas gdy ktoś zabił tego kretyna. Liam zostań z dziewczynami i załatw to, a ty bodyguard idziesz ze mną.
- Jak zacznie mi płakać, że chce do ciebie to przylatujesz w podskokach - ostrzega go Payne.
- Możesz być spokojny. - mówi zły i wychodzą.
Amanda przytula Demi, która próbuje wyrzucić przykre obrazy z głowy.
- Jest dobrze, nic się nie stało..
- Nie porwie mnie już?
- Nikt. Koniec przykrości.
- Gdzie Harry? - patrzy na Liama.
- Wyszedł z Niallem.
Dziewczyna wstaje z łóżka i idzie do kuchni. Robi parze kolację. Potem siadają i Amanda zmusza ją do jedzenia.
- Będę gruba…
- Ja też i będziemy razem biegać.
Louis trzyma się ręką o poręcz tira czasem zaglądając do kabiny kierowcy. Thomas, który im pomaga kieruje ciężarówkę przez tunele dopiero się budujące. Lou wyciąga telefon, dalej mocno się trzymając i dzwoni do Stylesa.
- Co?- słyszy znajomy, zdenerwowany głos.
- Poprawić ci humor? Uważaj, gliny za nami - mówi do Toma.
- Louis szybko.
- Mam cały tir z naczepą, pełną rezerw federalnych.
- Mieliście siedzieć na dupie. - mówi choć ta wiadomość rzeczywiście powoduje uśmiech na jego twarzy.
- Człowieku, ja i siedzenie na dupie to jak Demi która pójdzie z tobą na łóżka. Nierealne.
- Louis morda. Muszę kończyć, dokończ to wtedy pogratuluję
- Dobraa. - rozłącza się. - Zjeżdżamy tam, przepakowujemy na statek i bingo kolego.  - uśmiecha się zadowolony.
- Styles zaskoczony?
- Chyba kogoś zabija.
- Norma.
Louis się śmieje tylko.